Wtorek, 22 maja 2012r. Emila, Neleny, Romy
 Szukaj
FACEBOOK RSS EMAIL Strona główna
Planeta Kobiet

Michael Douglas: Byłem żałosnym gwiazdorem

- Zacząłem za bardzo wierzyć w osiągniętą sławę i sukces. Tak naprawdę- szczęśliwie tylko na jakiś czas- zmieniłem się w żałosnego gwiazdora. Odgrywałem „grubą rybę” i równocześnie nienawidziłem się za to. Rozmowa z gwiazdą Hollywood- Michaelem Douglasem. Czy bycie synem sławnego ojca pomaga w karierze?
- To bywa różnie. Czasem pomaga, czasem przeszkadza. Udało mi się zrobić karierę niejako samodzielnie, niezależnie od legendy ojca. Wiele dzieci sławnych artystów niczego nie osiągnęło, wręcz zmarnowało swoje życie. Od najmłodszych lat obserwowałem świat ojca. Widywałem go z przyjaciółmi: Frankiem Sinatrą, Burten Lancasterem. Widziałem ich niepokoje i popełniane błędy. W końcu zdałem sobie sprawę, że nie są bogami. Dzięki temu- być może- podchodzę do zdobytej sławy z większym dystansem, spokojnie znoszę sukcesy i porażki. Mój ojciec zagrał w ponad 80 filmach. Kiedy skończył pracę umiał na nowo zapełnić sobie życie. Zaczął studiować Talmud, pisać opowiadania- stale się rozwijać.

Czy chciałby Pan zagrać w filmie, w którym wcześniej zagrał Pana ojciec? Na przykład w westernie?
- Byłbym głupcem, gdybym podjął się takiego zadania. Nie ukrywam, że chodziło mi to po głowie. Kiedy zatelefonowałem do ojca, aby mu o tym powiedzieć usłyszałem: „Wiesz co, Michael, oglądałem jakiś swój stary film i zupełnie nie mogłem go sobie przypomnieć. A potem spojrzałem dokładniej i uświadomiłem sobie, że to nie ja gram główną rolę, tylko ty. Nicwięc dziwnego, że go nie pamiętałem”. Ja też ostatnio dostrzegam, że coraz bardziej jestem podobny do ojca. Nigdy nie mógłbym go jednak zastąpić. To były inne czasy, inne pokolenie.

Karierę aktorską zaczynał Pan od serialu…
- Aktorstwa uczyłem się w trakcie kręcenia „Ulice San Francisco”. Robiłem ten serial przez cztery lata, grając u boku Karla Maldena. Ten człowiek bardzo wiele mi pomógł. Nie chciałem szybko debiutować w regularnym filmie. Wiedziałem, że jeśli się nie uda, to będę musiał słuchać o tym do końca życia. Środowisko Hollywood nigdy by mi tego nie zapomniało, zaś prasa zamordowałaby mnie. Angażując się do telewizji, musiałem pracować szybko, dzięki czemu wiele się nauczyłem.

Za punkt zwrotny w Pana karierze krytycy uznali film „ Wall Street”, w którym stworzył Pan postać demonicznego bankiera Gordona Gekko. Lubi Pan grać czarne charaktery?
- Taka rola dostarcza wiele przyjemności. Grana postać nie posiada moralności, nie zastanawia się nad swoim postępowaniem. Kreowanie jej daje złudzenie absolutnej wolności. Mogę zachowywać się tak, jakbym nie uznawał żadnych zasad. Widzowie to też lubią. Zawsze zastanawiam się, dlaczego… Myślę, że obserwowanie kogoś, kto zachowuje się w sposób, na jaki my byśmy się nie odważyli, wywołuje w nas demona. Podczas kręcenia „Wall Street” doświadczyłem dziwnej metamorfozy. Musiałem stać się Gordonem Gekko, szalonym, skoncentrowanym wyłącznie na sobie facetem, mordercą w jedwabnym garniturze. Rola dała mi Oscara, ale jednocześnie w życiu prywatnym sprowadziła na manowce. Zacząłem za bardzo wierzyć w osiągniętą sławę i sukces. Tak naprawdę- szczęśliwie tylko na jakiś czas- zmieniłem się w żałosnego gwiazdora. Odgrywałem „grubą rybę” i równocześnie nienawidziłem się za to. Nigdy przedtem nie byłem kimś takim. Nie potrafiłem jednak poradzić sobie, znaleźć dystansu od tego, co rzeczywiste, a co wymyślone. Ot, miraż sławy! Dzisiaj jestem sobą. Potrafię już bawić się kreowaniem czarnych charakterów. Teraz chciałbym zagrać kilka ról komediowych.

A seks w filmie?
- Seks jest trudny do zagrania, gdyż praktycznie każdy może być sędzią. Często słyszę pytanie, jak gram takie sceny. Odpowiadam wtedy: Czy w twoim życiu prywatnym, kiedy kochałeś się, udawałeś? Jeśli tak, to była to gra. Seks w filmie niczym nie różni się od robienia scen walk. To jest jak taniec, rozpoczyna się wolno, nabiera tępa, by pod koniec wybuchnąć namiętnością. Aby zrobić to dobrze trzeba mieć zaufanie do partnera. Inaczej nic z tego nie będzie. Widz nie uwierzy, że rzecz dzieje się naprawdę.

Co pociąga Pana w kobietach?
- Lubię być zaskakiwany, najchętniej inteligencją. Nieskomplikowane kobiety zazwyczaj mnie nużą. Uwielbiam też poczucie humoru. Odrobina urody też nie zaszkodzi. Czy w pracy można flirtować? - To delikatna sprawa. Ostatnio kobiety często mówią o napastowaniu seksualnym, posługując się tym argumentem jak bronią i często manipulując faktami. Nieraz wystarczy się szerzej uśmiechnąć, a już mogą być z tego kłopoty. W USA trudno być w związku z osobą, która pracuje w tej samej firmie. A w każdym bądź razie trzeba taki związek utrzymywać w tajemnicy, bo jest to źle widziane.

Nie udało się Panu uratować swojego pierwszego małżeństwa?
- Tak, rozwiodłem się. Byłem żonaty przez 10 lat. Z moją żoną, Diandrą, przeżyliśmy wiele szczęśliwych chwil. Nagle, w 54 roku życia zostałem sam. Musiało minąć trochę czasu, abym na nowo mógł kogoś pokochać. Dzisiaj jestem w szczęśliwym związku z Catheriną.

Dziennikarze pisali wtedy, że uważał Pan rozwód za swą największą porażkę życia… 
- Dziennikarze różne rzeczy wypisują. Być może dlatego, że narodzi się nowa forma uprawiania tego zawodu, polegająca na tworzeniu fikcyjnych dramatów, brukowych romansideł i zwyczajnych pomówień. Rozumiem, że gazety muszą konkurować z telewizją, a to nie jest łatwe. Gdzieś musi być jednak granica. A wracając do moich spraw. Chyba żaden rozwód nie jest szczęśliwym wydarzeniem. W naszym związku było wiele miłości, mamy wspaniałego syna i jak dotąd jesteśmy zaprzyjaźnieni.

Kiedy zdecydował się Pan, że zostanie aktorem?
- W zasadzie zawdzięczam to ojcu, który był dla mnie osobą w życiu bardzo ważną. Rodziece rozwiedli się, gdy miałem 5 lat. Przeniosłem się z mamą do NY. Ojca widywałem rzadko, ale był zawsze dla mnie wzorem. Był najtwardszym facetem jakiego znałem. To imponuje. Może dlatego, na zasadzie kontrastu, zacząłem od całkiem innych ról, bardziej miękkich postaci. W szkole w latach 60. nie miałem jeszcze własnego spojrzenia na ten zawód. Byłem hipisem, paliłem trawkę. W sercu do dziś noszę przesłanie miłości i wiarę w pokój na świecie. Na III roku studiów musiałem wybrać kierunek. I wtedy powiedziałem sobie: Moja matka jest aktorką, mój ojciec także. To może i ja pójdę w ich ślady. Zacząłem poważniej zajmować się teatrem, ale miałem potworną tremę. Do tego stopnia, że chodziłem z miską przed wejściem na scenę. Na samą myśl, że zaraz stanę w świetle jupiterów robiło mi się niedobrze. Tak było dość długo...

Dostał Pan nagrodę za całokształt twórczości. Zapewne cieszy się Pan z tego?
- Zawsze boję się tego typu nagród. Ciągle myślę, że nie jestem jeszcze dość stary, by mnie tak honorować. A może już czas uświadomić sobie, że lata mijają?

Rozmawiała: Hanna Prus
fot. Glinka Agency
Oceń ten artykuł:  1 pkt 2 pkt 3 pkt 4 pkt 5 pkt    Aktualna ocena: 0,00
 
Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł
E-mail adresata
 
 
Michael Douglas: Byłem żałosnym gwiazdorem
- Zacząłem za bardzo wierzyć w osiągniętą sławę i sukces. Tak naprawdę- szczęśliwie tylko na jakiś czas- zmieniłem się w żałosnego gwiazdora. Odgrywałem „grubą rybę” i równocześnie nienawidziłem się za to. Rozmowa z gwiazdą Hollywood- Michaelem Douglasem.
Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 
Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
Autor
 

Wasze Komentarze

wieli szacun dla Michaela
jołwww 2008-12-03 20:48:57
zaje...sty aktor
Marcin 2008-12-02 23:39:54
Catherina Zeta- Jones jest BOSKA. Ideał kobiet. Michael ma w domu skarb.
JolaWaWa 2008-12-02 22:54:29


Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.

Konkursy

Wywiady z gwiazdami

Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera

 
zapisz wypisz

Nasza Ankieta

Co najbardziej cenisz w mężczyźnie?

zagłosuj
Moda   Trendy   Projektanci   Modna w ciąży   Ciekawostki   Porady stylisty   Zdrowie i Uroda   Zdrowie   Uroda   Make-up   Rozmaitości   Kącik kulinarny   Z życia wzięte   Wielki świat   Motoryzacja   Nasze dzieci   Porady   Nasz ślub   Kultura   Muzyka   Kino   Teatr   Książka   Konkursy   Konkurs SMS-owy   Konkurs książkowy   Konkurs muzyczny   Wywiady z gwiazdami   Polityka   
Copyright © 2012 Planeta Kobiet. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie L77 - Strony internetowe Strony internetowe