Była Marysia Biesiadna i złoty sarkofag przy Złotej Maryli. Były Różowe Czuby i Kolorowe Jarmarki, szalone występy na festiwalach i „Bar za zakrętem” oraz singiel „Czy warto?”- spokojny i stonowany. Jest Pani otwarta na każdą muzykę, każdy tekst?
- Co do singla to nie jest do końca aż taki spokojny. Miejscami drapieżny, brzmi nowocześnie. Jestem jednak otwarta na każdy dobry tekst. Jak widzę, że fajny, to go biorę.
Wydaje się, że prawdziwym hitem może zostać tylko chwytliwa muzyka, łatwy do zapamiętania i zanucenia tekst?
- To jest ważne. Ale ja mam aspiracje, moje piosenki muszą mieć przesłanie, zachęcać do poszukiwań, przebojowości w życiu. „Małgośka” została piosenką 35-lecia nie tylko dlatego, że była rytmiczna i wpadała w ucho. Zawsze jak lwica walczyłam o dobre teksty i o to, żeby nie były upychane pod muzykę.
W dzisiejszych czasach na rynku muzycznym w miesiącu pojawia się przynajmniej kilku nowych piosenkarzy. Czy mimo swojej ogromnej popularności nie obawia się Pani konkurencji?
- Konkurencja jest mi potrzebna do życia. Jestem typem wojownika i bardzo mnie to podnieca. Zawsze miałam temperament i serce do walki.
Młode pokolenie poszukuje wciąż nowych idoli i nowych idei. Tymczasem wciąż jest zapotrzebowanie na Pani styl, nie taki całkiem nowy. Niektóre przeboje liczą już sobie wiele lat, a mimo to nastolatki dobrze je znają.
- Na koncertach wciąż przeważają ludzie młodzi. Pewnie bierze się to stąd, że rodzaj muzyki, jaki uprawiam jest ponadpokoleniowy. Lubię prostotę i klasyczny styl rocka, ale równocześnie swoich manier za nic nie zmienię. W latach 60. panowała moda na piosenkarki, które śpiewały z orkiestrą. Mnie to zupełnie nie odpowiadało. Za dużo instrumentów, obce mi dźwięki. Stąd „Maryla i jej gitarzyści”.
Jakiej muzyki słucha Pani prywatnie?
- Po prostu dobrej. I nie ma tu znaczenia czy jest to „pop”, czy muzyka filmowa. Fascynuje mnie świat dźwięku, nowe brzmienia. Moja córka Kasia edukuje mnie z hip hopu, rapu i techno. Mam także swoich faworytów. Są nimi Sting, Prince, Eric Clapton, Queen, Aerosmith. Z polskich artystów cenię Stasia Sojkę, Agnieszkę Chylińską i Edytę Górniak, która jest po prostu boska.
Kiedyś Andrzej Rosiewicz zbulwersował opolską publiczność wlatując na scenę na linie. Zaśpiewał zresztą, nie mniej bulwersującą piosenkę. Ale Pani też za każdym razem sprawia fanom niespodzianki. Pamiętamy jak wielkie wrażenie zrobiły na słuchaczach „Kolorowe jarmarki”, wcześniej wyśmiewane przez krytyków jako muzyka „chodnikowa”.
- Bo i taką była. Ale po „podrasowaniu” dało się z niej wycisnąć to, co było w niej najlepsze. Chyba intuicja mi podpowiedziała, że moje wcielenie w grajka ulicznego chwyci. Pożeniłam papugi, klatki, bęben, gitarę i pióra z tekstem. Ale mało kto wie, jak trudne to było przedsięwzięcie. Dzięki pomocy wielu życzliwych osób, udało się to wszystko razem jakoś zgrać. W efekcie powstał happening skrzyżowany z cyrkiem.
„Tak nam słodko, tak nam gorzko”- to słowa jednej z piosenek na jednym z Pani krążków. To chyba kolejny utwór po „Łatwopalnych” wspominający Agnieszkę Osiecką, autorkę wielu Pani tekstów.
-To tekst bardziej uniwersalny. Słowa tej piosenki napisał Bogdan Olewicz, natomiast muzykę Romuald Lipko. Jeśli chodzi o Agnieszkę, to na płycie jest jeszcze „Małgośka” , która ją otwiera i „Weselne dzieci”, utwór z lat siedemdziesiątych, który śpiewała Urszula Sipińska.
Wyśpiewała Pani bardzo dużo tekstów Agnieszki Osieckiej, wiele z nich stało się przebojami. Co jej Pani zawdzięcza?
- Bardzo dużo. Agnieszka była świetną poetką i równocześnie mądrą kobietą. Dużo skorzystałam, przebywając w jej towarzystwie. Strasznie brakuje mi naszych rozmów. Ona była kimś takim, do kogo mogłam zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i o wszystkim porozmawiać.
Kiedy pracowało się Pani lepiej? W latach 70., 80. czy obecnie?
- W latach 70. byłam na topie. Moje piosenki śpiewała cała Polska. W pewnej mierze wynikało to z braku dostępu do muzyki zachodniej. Z kolei teraz, aby wypromować płytę, trzeba dużo się napracować i jeszcze więcej wydać pieniędzy, nagrać teledyski i zadbać o media. Wszystko jest bardziej profesjonalne, ale równocześnie bardziej skomplikowane. Najgorzej wspominam lata 80-te.
Ale to właśnie wtedy odnosiła Pani największe sukcesy. Czy dziewczynie z Zielonej Góry nie zamieszało się w głowie?
- Byłam nieśmiałą dziewczyną, ale zawsze pchałam się na afisz, nawet jak mnie to kosztowało dużo zdrowia, wysiłku i nerwów. Sport nauczył mnie, że sukcesy osiąga się wytrwałą pracą. Może dlatego nigdy nie sięgnęłam po narkotyki, czy alkohol, nigdy nie nawaliłam na koncercie. Nie rozpuściły mnie pieniądze, bo ich wtedy zwyczajnie nie miałam. A one powodują najczęściej, że ludziom odbija szajba.
Wylansowała Pani wiele przebojów, zdobyła złote i platynowe płyty. Czy może więc Pani powiedzieć, że osiągnęła sukces?
- Osiągnęłam sukces artystyczny, natomiast czy komercyjny, to się dopiero okaże. Wychowałam się na Beatlesach, u których hit gonił hit, a przecież każdy artysta potrzebuje hitów. Bez nich nie ma sprzedaży, ani sukcesu fonograficznego.
Źródło: Euro VIP
fot. Glinka Agency
Wasze Komentarze
Arleta Sz. 2011-08-21 22:15:46
Jola 2010-10-01 08:16:06
Daniela K. 2010-09-30 23:26:39
Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.