Wtorek, 22 maja 2012r. Emila, Neleny, Romy
 Szukaj
FACEBOOK RSS EMAIL Strona główna
Planeta Kobiet

Mirosław Hermaszewski: Zawsze marzyłem o locie w kosmos

Jako pierwszy Polak, ponad 25 lat temu obejrzał Ziemię z kosmosu. Wspaniały człowiek, doświadczony pilot, kosmonauta. Mirosław Hermaszewski opowiada Czytelniczkom Planety o swojej wyprawie w kosmos. 25 lat temu jako pierwszy Polak w historii miał Pan sposobność obejrzenia Ziemi z kosmosu. Jak dziś wspomina Pan tamtą przygodę?
- Z rozrzewnieniem, ale i satysfakcją. Uczestniczyłem w czymś wyjątkowym. W wielkim jak na owe czasy przedsięwzięciu naukowym i technicznym. Na załodze statku spoczywała ogromna odpowiedzialność, bo przecież nie było wtedy jeszcze komputerów pokładowych...

Rakieta bez komputera?!!!
- Dlaczego to pana tak dziwi? Elektronika była na etapie lamp elektronowych, mikroprocesory wysokiej wydajności były pieśnią przyszłości. Coś, co z dzisiejszej perspektywy wydaje się niemożliwe, wtedy było codziennością. Teraz mikroprocesory są nawet w naręcznych zegarkach, ale 25 lat temu obliczenia matematyczne wykonywaliśmy na prostych kalkulatorach i w głowie. Wszystkie manewry w kosmosie wykonywaliśmy sterując ręcznie. Zdani byliśmy na własną wiedzę i pamięć. Ryzyko ekspedycji było więc kolosalne. Ale to nie zmieniło się do dziś. Proszę zobaczyć, co stało się z naszpikowanym elektroniką wahadłowcem Columbia. Jako ciekawostkę dodam, że pierwsze komputery pokładowe zaczęto instalować na statkach kosmicznych kilka lat po moim locie. Ale przez to załogę statków musiano powiększyć o jedną osobę, której zadaniem była... właśnie obsługa komputera. Dlatego właśnie z taką satysfakcją wspominam moją misję na statku Sojuz-30, dowodzonym przez Piotra Klimuka. Choć byłem 89. Ziemianinem w kosmosie, to były absolutnie pionierskie przedsięwzięcia.

Ludzie marzą o podróży dookoła świata, zdobyciu Mount Everestu, locie w kosmos... Pan jest więc jedną z niewielu osób, których życiowe marzenie się spełniło.
-
Gdy byłem dzieckiem, marzyłem, żeby ujrzeć świat z okna samolotu. Gdy szkoliłem się na pilota wojskowego, marzyłem o lataniu najszybszymi samolotami świata. Gdy byłem już pilotem, marzyłem o ujrzeniu Ziemi z kosmosu. Ale to ostatnie marzenie ze wszystkich poprzednich wydawało mi się najmniej realne.

Co Pan poczuł, gdy dowiedział się o swojej życiowej szansie?
- Niedowierzanie, obawę... Ale to nie było tak, że nieoczekiwanie ktoś do mnie zadzwonił i oznajmił: jesteś dobry, lecisz w kosmos. Proces rekrutacji, testów, badań i szkoleń był bardzo długi i skomplikowany. Do samego końca nie wiedzieliśmy, do jakiej misji nas szkolą. Cały czas sądziłem, że będę miał okazję testować jakiś niewiarygodnie szybki i nowoczesny samolot. Byłem przecież doświadczonym pilotem, a nie kosmonautą.

Mówi Pan: my. Czyli miał Pan kontrkandydatów?
- To było współzawodnictwo najlepszych, które miało wyłonić tego „naj”. Ale po kolei. W 1976 roku dowodziłem pułkiem lotniczym we Wrocławiu. Poproszono mnie wówczas o wskazanie najlepszych pilotów, gotowych poddać się przeszkoleniu na sprzęt, który lata bardzo wysoko i bardzo daleko. Poczułem się zawiedziony: jak to, dlaczego nie pytają o mnie? Latałem przecież na MIG-ach 21, z szalonymi prędkościami, prawie 2,5 tys. km/h, 21 tys. metrów nad ziemią. W powietrzu czułem się panem. Ale rozczarowanie było krótkie, bo po 2-3 tygodniach zapytano także mnie, czy chciałbym spróbować. No i się zaczęło. Wraz z innymi pilotami przeszedłem 3-miesięczną katorgę w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej. Badano nas dzień i noc, różnymi metodami. Po 3 miesiącach z dużej grupy pozostało kilkunastu chłopaków. Wtedy wysłano nas na zgrupowanie w Mrągowie i tam zafundowano następny odcinek katorgi, ale według zasady: po każdym etapie najsłabszy odpada. Choć miałem 36 lat, okazałem się lepszy od młodszych kolegów. W końcu pojechałem na kurs do Zakopanego. Tam dowiedziałem się, że zostałem sklasyfikowany na drugim miejscu, ale pod względem badań psychologicznych na pierwszym. No i wybrali mnie. A już na sam koniec powiedzieli, że tu nie chodzi o samoloty, ale o kosmos. Poczułem, jakby mi wylano kubeł zimnej wody na głowę.

Rozczarowanie?
- Skądże. Przede wszystkim zdumienie, niedowierzanie. Przecież byłem tylko pilotem, a nie kosmonautą. Ale w odpowiedzi usłyszałem, że szukali kogoś takiego jak ja. Wiele osób pyta mnie dziś, dlaczego to właśnie ja poleciałem w kosmos, ludzie dopatrują się tu jakichś ukrytych prawd. Ale ja odpowiadam zawsze: wybrano mnie, bo najlepiej przeszedłem przez wszystkie testy.

A wie Pan, dlaczego Rosjanie wybrali do wspólnej misji Polaka?
- Tu też nie ma żadnych sensacji. Przede mną w kosmos poleciał Czechosłowak. Ludzie mówili potem, że to Husak załatwił ten lot u Breżniewa, bo należało im się to za 1968 rok. Ja poleciałem jako drugi na rosyjskim statku zagraniczny kosmonauta. Po mnie byli inni z krajów tzw. ludowej demokracji. Takie było założenie programu Interkosmos. Obliczonego przede wszystkim na efekt propagandowy. Dziś też każdy lot człowieka w kosmos traktowany jest jako wydarzenie, a kosmonauci urastają do rangi narodowych bohaterów, nawet w Stanach Zjednoczonych. Dla mnie było to przede wszystkim wielkie przedsięwzięcie naukowe, na orbicie miałem okazję przeprowadzić wiele ciekawych eksperymentów. Medal, który potem otrzymałem od Polskiej Akademii Nauk za wybitne zasługi dla polskiej nauki cenię sobie chyba najbardziej ze wszystkich odznaczeń.

Co Pan czuł tuż przed startem?
- Każdy odpowiedzialny człowiek w takiej chwili zdaje sobie sprawę z zagrożeń. Ale w ciągu półtora roku przygotowań wyrobiłem sobie ogromną motywację. Ryzyko awarii rozpatrywałem bardziej pod kątem tego, jak musiałbym wtedy zareagować.

Ale to prawda, że wszelki wypadek spisał Pan swój testament?
- Testament nie, ale napisałem listy do najbliższych, w których dałem im pewne ogólne wskazówki. Napisałem np. do syna, żeby opiekował się mamą. Ale strachu nie czułem. Znacznie więcej obaw miałem pod koniec misji w kosmosie, przed powrotem na Ziemię.

Strach przed tym, że np. lądownik spali się w atmosferze?
- Po wykonaniu misji, kiedy wsiadłem do lądownika i odłączaliśmy się od stacji orbitalnej, spojrzałem na Ziemię i pomyślałem: panowie, jak do tego domu jest teraz daleko. Żeby do niego wrócić, trzeba będzie zamienić się w meteoryt. A meteor może przecież spłonąć w atmosferze, rozpaść się. Ale pomyślałem sobie też: gdyby teraz coś złego miało się wydarzyć, to byłaby to wielka niesprawiedliwość. Cały czas wierzyłem, że do domu pomyślnie wrócę. No i tak się stało.

Czym dla Pana są loty człowieka w kosmos?
-
2 lata temu obchodziliśmy 100-lecie lotnictwa. Zaledwie 100 lat temu bracia Wright wzbili się nieporadnie w powietrze. Dziś transport lotniczy to taka sama gałąź transportu jak kolej czy samochody, tyle że szybsza. A my zaczynamy sięgać coraz dalej. Ludzkość nie cofnie się z tej drogi. Niezależnie od tragedii, wkładu pracy, kosztów. Każdy lot kosmiczny przynosi nowe odkrycia. Takie jak na przykład ten miniaturowy magnetofon, na który nagrywamy rozmowę, jak telefon komórkowy, nawigacja satelitarna. Dla ludzkości wielkim wydarzeniem był pierwszy lot człowieka w kosmos, pierwszy krok na Księżycu. Wkrótce tak samo wielkim wydarzeniem będzie misja na Marsa. A załogę statku stanowić będą nie Amerykanie, czy Rosjanie, ale Ziemianie. Sam Mars nie jest celem samym w sobie. Celem jest wspólny wysiłek wielu krajów włożony w pomyślną realizację tego projektu. Chęć poznania każe człowiekowi cały czas iść dalej. I on tak czyni.

Euro VIP

Oceń ten artykuł:  1 pkt 2 pkt 3 pkt 4 pkt 5 pkt    Aktualna ocena: 5,00
 
Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł
E-mail adresata
 
 
Mirosław Hermaszewski: Zawsze marzyłem o locie w kosmos
Jako pierwszy Polak, ponad 25 lat temu obejrzał Ziemię z kosmosu. Wspaniały człowiek, doświadczony pilot, kosmonauta. Mirosław Hermaszewski opowiada Czytelniczkom Planety o swojej wyprawie w kosmos.
Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 
Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
Autor
 

Wasze Komentarze

Jeszcze nie skomentowano powyższego artykułu.

Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.

Konkursy

Wywiady z gwiazdami

Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera

 
zapisz wypisz

Nasza Ankieta

Co najbardziej cenisz w mężczyźnie?

zagłosuj
Moda   Trendy   Projektanci   Modna w ciąży   Ciekawostki   Porady stylisty   Zdrowie i Uroda   Zdrowie   Uroda   Make-up   Rozmaitości   Kącik kulinarny   Z życia wzięte   Wielki świat   Motoryzacja   Nasze dzieci   Porady   Nasz ślub   Kultura   Muzyka   Kino   Teatr   Książka   Konkursy   Konkurs SMS-owy   Konkurs książkowy   Konkurs muzyczny   Wywiady z gwiazdami   Polityka   
Copyright © 2012 Planeta Kobiet. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie L77 - Strony internetowe Strony internetowe