Wtorek, 22 maja 2012r. Emila, Neleny, Romy
 Szukaj
FACEBOOK RSS EMAIL Strona główna
Planeta Kobiet

Chris Niedenthal: mistrz fotoreportażu

Spotkaliśmy Chrisa Nidenthala podczas jednego ze spacerów po starych łódzkich zabudowach. Przechadzka ulicą Piotrkowską jest obowiązkowa. Łódź potrafi zadziwiać pięknem odrestaurowanych kamienic i chociażby dziwnymi rzeźbami Kubusia Puchatka, 
i symbolem ulicy Piotrkowskiej, tzw. ławeczką Tuwima. Rozmowa z fotografem była jak jego gotowanie „krótka, ale treściwa”, jak fotografia artysty „prosta, ale z esencją”.

Każda fotografia ma swoją historię. Jakie były okoliczności powstania fotografii, które tworzą kalendarz prezentowany na wernisażu?

Chris Niedenthal: Większość zdjęć była robiona do szuflady. Niektóre tylko były robione dla czasopism. Pracowałem wtedy dla „Newsweeka” i później dla „Time’a”, choć część tych zdjęć robiłem dla niemieckiego „Geo”. Zdjęcia są pamiątką tamtych czasów – komunizmu. Ówczesna moda, wszechobecne rolki papieru toaletowego, puste półki w sklepach, mega kolejki i ludzie powoli sunący w swoim kierunku, przygarbieni, ze spuszczoną głową. To charakterystyczne obrazy tamtych lat.

Zagraniczni dziennikarze i fotoedytorzy nie rozumieli raczej tych komunistycznych symboli…

- Rzeczywiście nie rozumieli. Często im też nie tłumaczyłem, bo nie wiedziałem, że trzeba tłumaczyć. Oni pewnie patrzyli na moje zdjęcie i pewnie zastanawiali się po cholerę pokazuję te rolki papieru toaletowego. Nie mogli zrozumieć, że u nas to był towar deficytowy. Na przykład na zdjęciu 
z Wrocławia jest widoczny jedynie wózek. Obcokrajowiec pomyśli, że ktoś mógłby ukraść wózek, 
a tutaj nikt by nie ukradł wózka tylko ten nasz papier toaletowy. Był wtedy bardziej wartościowy niż wózek, a już pal sześć dziecko.

Co przyciąga oko fotoreportera?
- Fotografa zawsze przyciąga coś, co jest takie trochę przaśne 
i trochę brzydsze niż coś, co jest czyste i schludne. I co tu fotografować? Zdjęcie musi mieć swoją wymowę i smaczek, esencję. Nawet jeśli nie chcę pewnych rzeczy fotografować to jednak brzydota i inność przyciąga oko, bo inne rzeczy naokoło są po prostu mniej ciekawe. Mnie też kusi taka inność.

Jako fotograf był Pan zawsze blisko ludzi. Jak się fotografowało ludzi kiedyś? Czy było łatwiej? Jak ich Pan dokumentował?

- Ludzie w czasach socjalizmu byli bardziej rozkojarzeni, zdezorientowani. Tak, że właściwie mnie nie zauważali. Trochę łatwiej było ich fotografować niż teraz. Poza tym wtedy łatwiej było być bliżej ludzi, obserwować ich i uchwycić najlepsze momenty. W 82 roku szedłem z pielgrzymami przez całą pielgrzymkę Warszawa – Częstochowa. Dokumentowałem wybrane momenty podczas wędrówki, na przykład suszenie bielizny na lusterkach i wycieraczkach popularnej wówczas warszawy, ale wszędzie nie odstępowała na krok propaganda PRL-u, tablice, hasła w tle. To było zawsze. Pranie rozwieszone na samochodzie to takie abstrakcyjne zdjęcie, ale też wymowne, bo dosyć okropne te majtki, te rajstopy, a w tle tablica z napisem PRL. Niezła symbolika!

Czy ważne wydarzenia należy dokumentować od początku do końca, w odpowiednim porządku? Pana znakomite fotografie często pokazują puste przestrzenie, już po wszystkim?
- Tak, często o tym mówię, że czasami jest ważne, by fotograf pokręcił się po zakończeniu jakiejś uroczystości, ponieważ bywa tak, że dopiero wtedy jest co fotografować, a sama uroczystość może okazać się fotograficznie mało ciekawa. To, co się dzieje przed i po jest czasami ciekawsze. Właśnie takim przykładem jest „Stadion Dziesięciolecia” i 35-lecie PRL-u. Jest to ujęcie stadionu po wszystkim, gdzie wszędzie leżą tylko gazety, prawdopodobnie „Życie Warszawy” albo coś takiego. A były 
to wielkie obchody i w 1979 roku.

A fotografia z transparentem „Jesteśmy z Wami”…?

- To był 1976 rok po rozruchach w Ursusie i Radomiu. Partia chciała pokazać, jak wszyscy ją popierają 
i zorganizowali szybko wielki spęd na stadionie. Wszyscy chcieli jak najszybciej pójść do domu, więc po oficjalnych przemówieniach zostawiali transparenty, gdzie się tylko dało i uciekali do domów. 
To zdjęcie to taki polityczny statement: Jesteśmy z Wami towarzyszu Gierek i… pustka. To było moje pierwsze polityczne zdjęcie.

A jednak polityka?
- Kiedy przyjechałem do Polski starałem się unikać polityki, ale Polska mnie sama sprowokowała 
do tego, żeby takie zdjęcia robić. I jako tako się spisałem.

Czy znalazł Pan coś ciekawego, niepolitycznego, podczas spaceru w Łodzi?
- Tak, niespodziewanie. Na przykład dwie kobiety opalające się na łódzkim, betonowym podwórku 
w centrum miasta. Normalnie jak ktoś idzie Piotrkowską, mógłby tego nie zauważyć, wytrenowane oko fotografa stara się wychwytywać takie sceny, ale tego się nie spodziewałem muszę powiedzieć. Słowo wymalowane na murze jako tło dla opalających się kobiet sprawia, że to zdjęcie staje się niezwykłe. Postanowiłem także uwiecznić ostatnie chwile Dworca Fabrycznego zanim wsiadłem do pociągu 
do Warszawy. Takie ostatni pożegnanie z dworcem, który nie jest ładny i chyba nigdy nie był! Otoczenie jest dosyć obskurne, ale nostalgiczne. Może i jest to taką prawdą, że my marzymy i zawsze marzyliśmy o tym, aby wszystko było takie czyściutkie i ładne i wygodne, ale czasami okazuje się, 
że te wszystkie wygody nie są aż tak do końca konieczne.

Ale przyjechał Pan z Anglii do szarej, komunistycznej Polski?

- Mogłem przecież zostać tam i mieć wszystko, czego potrzebowałem na wyciągnięcie ręki w tamtych latach. Ale mi się jednak ciekawiej żyło tutaj, bo to zależy od ludzi i otoczenia.

Wtedy w Polsce było co fotografować.

- Komunizm był bardzo fotogeniczny! Poza tym żyłem i pracowałem w ciekawych czasach.

A Polska XXI wieku?
- Mam dzisiaj problem z fotografowaniem. Nie czuję tej weny, którą czułem dawniej, kiedy wszystkie absurdy komunizmu były fotogeniczne. Właściwie patrzyłeś w lewo – było zdjęcie, patrzyłeś w prawo 
– zdjęcie. Wszędzie wokół były symbole tego systemu. Teraz żałuję, że nie robiłem więcej takich zdjęć – rodzajowych, z ulicy. Jak wpadłem w politykę, robiłem coraz więcej newsów, mniej dokumentów społecznych. A te wszystkie sceny z politykami są nieważne w tym momencie, a sceny uliczne są. 
To jest piękno zawodu fotoreportera, że nasza praca jest ważna po kilkudziesięciu latach. Fotografie często nabierają znaczenia później.

Ładny świat jest nudny?
- W pewnym sensie tak. Wszystko, co dawne, stare jest piękne. Na przykład architektura, albo łączenie starych elementów architektury z nowoczesnym designem.

Przykładem jest Virako?
- Tak, jeśli udaje się łączyć elementy starej architektury industrialnej z nowymi elementami to jest chwalebne.

To trochę tak jak kalendarz, nad którym pracuje Pan wraz z Panem Januszem Kaniewskim. Łączą Panowie w jednym projekcie – grafikę okiem designera, wizjonera przyszłości, z archiwalnymi fotografiami socjalistycznej Polski?

- Pan Janusz Kaniewski ma interesujące, nowatorskie pomysły na pokazanie zdjęć i z wielkim wyczuciem artysty. Typografia będzie elegancka i z klasą, ale będzie też nawiązywać do czasów 
PRL-u. Ja udostępniam swoje fotografie. Wszystko łączy się w spójną całość. A sama inicjatywa jest bardzo ciekawa i społecznie słuszna, dlatego wziąłem w niej udział.

Fotografia powinna być zaangażowana społecznie?

- Myślę, że musi być. Jest przecież do tego stworzona. Ale fotografia nie powinna być zmanierowana. Współczesna fotografia bardziej oscyluje wokół formy niż treści. Dawniej ta treść była najważniejsza, prostota i esencja.

Pana pasje?
- Fotografia, gotowanie i perkusja, a właściwie perkusja i gotowanie, bo fotografia to wiadomo!

Czy ma Pan teraz jakieś marzenie związane z fotografią dzisiaj?
- Chciałbym zrobić cykl fotoreporterski o dzisiejszej Polsce, ale ciężko postawić ten najtrudniejszy krok. Mówię, że chcę, a jednak nie potrafię postawić tego pierwszego kroku – czyli wyjść z domu 
i fotografować. Dzisiejsza Polska już mnie tak nie rajcuje jak ta socjalistyczna. Współczesną Polskę sfotografowałbym, ale z trudem. Boję się, że wyszłyby z tego same banały. Przyznaję jednak, że teraz jak fotografowałem codzienność na ulicach Łodzi i Warszawy, to już ta wena się pojawiła. Czułem się tak, jak za dawnych czasów. Miło było mieć aparat przy sobie i – co najważniejsze – przy oku, 
i wyszukiwać scenki z życia. To jest tak jak z jazdą na rowerze, jak już raz się nauczysz, nigdy 
nie zapomnisz. Tak samo ja z fotografią. Trochę „zardzewiałem”, ale dzięki projektowi Virako było miło ponownie poczuć tę magię „widzenia więcej”.


Oceń ten artykuł:  1 pkt 2 pkt 3 pkt 4 pkt 5 pkt    Aktualna ocena: 5,00
 
Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł
E-mail adresata
 
 
Chris Niedenthal: mistrz fotoreportażu
Spotkaliśmy Chrisa Nidenthala podczas jednego ze spacerów po starych łódzkich zabudowach. Przechadzka ulicą Piotrkowską jest obowiązkowa. Łódź potrafi zadziwiać pięknem odrestaurowanych kamienic i chociażby dziwnymi rzeźbami Kubusia Puchatka, 
i symbolem ulicy Piotrkowskiej, tzw. ławeczką Tuwima.
Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 
Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
Autor
 

Wasze Komentarze

Jeszcze nie skomentowano powyższego artykułu.

Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.

Konkursy

Wywiady z gwiazdami

Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera

 
zapisz wypisz

Nasza Ankieta

Co najbardziej cenisz w mężczyźnie?

zagłosuj
Moda   Trendy   Projektanci   Modna w ciąży   Ciekawostki   Porady stylisty   Zdrowie i Uroda   Zdrowie   Uroda   Make-up   Rozmaitości   Kącik kulinarny   Z życia wzięte   Wielki świat   Motoryzacja   Nasze dzieci   Porady   Nasz ślub   Kultura   Muzyka   Kino   Teatr   Książka   Konkursy   Konkurs SMS-owy   Konkurs książkowy   Konkurs muzyczny   Wywiady z gwiazdami   Polityka   
Copyright © 2012 Planeta Kobiet. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie L77 - Strony internetowe Strony internetowe