Wtorek, 22 maja 2012r. Emila, Neleny, Romy
 Szukaj
FACEBOOK RSS EMAIL Strona główna
Planeta Kobiet

Dama zabiegana

Wielki talent, genialna sportsmenka, rekordzistka, działaczka sportowa... te określenia pasują do Ireny Szewińskiej. Nie oddają jednak w pełni tego, czym się zajmuje genialna Polka. 1961 rok. Dzień jak co dzień w Warszawie. Na Agrykoli drzewa atakują zielenią. Liliana Bucholc, nauczycielka wychowania fizycznego, przeprowadza sprawdzian umiejętności sportowych swoich uczniów właśnie tu. Kilka dziewcząt już przebiegło ustaloną trasę, pora na start Irenki Kirszenstein. Szczuplutka, wysoka, z krótko obciętymi czarnymi włosami. Czekała tylko na komendę pani profesor.

Urodziła się 14 lat wcześniej w Leningradzie, gdzie dorastała w niełatwych warunkach, potem jej rodzice przenieśli się do odbudowywanej Warszawy. Miasto podźwignęło się po wojnie, odradzała się kultura, sport. Jednak najlepsi - Helena Marusarzówna czy Janusz Kusociński  zginęli podczas wojny. Czy kiedyś pojawi się podobny talent? - zastanawiała się  Liliana Bucholc, wspominając nieraz legendarnego zdobywcę złotego medalu na olimpiadzie w Los Angeles w 1932 roku. Dała sygnał startu. Gdy Irenka dobiegła do mety, sprawdziła jeszcze raz wynik na swoim stoperze i już wiedziała: ten talent właśnie się narodził.

Igrzyska w Tokio
Rok 1964, Japonia. Dla Ireny Kirszenstein i Ewy Kłobukowskiej, równie utalentowanej biegaczki, wyjazd to wielka egzotyczna przygoda. Inni ludzie, inny świat, ale podobne podejście do sportu. Irena denerwuje się,  stara się zebrać myśli, by najlepiej wykorzystać swoją szansę. Zaraz wystartuje w sztafecie 4 x 100 metrów wraz z innymi dziewczętami: Haliną Górecką i Teresą Ciepły. Wylosowały korzystny, trzeci tor, dzięki czemu mogły obserwować najgroźniejsze rywalki - Amerykanki. Ciepły wygrała swoją zmianę, Górecka powiększyła przewagę.

Przyszła pora na Irenę. Słyszy sygnał startu, biegnie. Nie zwraca uwagi na konkurentki, na krzyki kibiców, po prostu ściska w dłoni pałeczkę i rusza do mety, gdzie czeka już na nią koleżanka. Kłobukowska wpada na metę w czasie rekordu świata (43,6 sekundy). Udało się? Tak! Grupa przywiezie do Polski złoto. To nie koniec sukcesów Ireny Szewińskiej: z Tokio Polka wraca również ze srebrem medalem za bieg indywidualny na 200 metrów  oraz srebrem wywalczonym w... skoku w dal, rozpoczynając tym samym swoją światową karierę od bardzo mocnego akcentu. Jej trener jest pewien jednego: Irena stanie się mistrzynią! Tego samego są pewni Japończycy, którzy przez wiele lat hołubili lekkoatletkę, a japońska firma Onitsuka-Tiger uważała za honor dostarczanie sprzętu sportowego Irenie Kirszenstein - Szewińskiej.

Po latach biegaczka stwierdzi w jednym z wywiadów:

- Z Japonią kojarzą mi się same pozytywne zdarzenia, począwszy od zdobycia trzech medali na igrzyskach w 1964 roku. W 1980, gdy już zakończyłam karierę na skutek kontuzji odniesionej podczas igrzysk w Moskwie, zaproszono mnie do Tokio jako gościa honorowego meczu ośmiu narodów, w tym Polski. Zostałam wywołana na środek stadionu i uroczyście pożegnana jako zawodniczka. Było to doprawdy wzruszające. A trzecim, ważnym etapem moich kontaktów z Japonią stała się w 1998 r. sesja Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w Nagano, podczas której zostałam jego członkiem.


Meksyk
Cztery lata później, w 1968 roku młoda mężatka Irena Szewińska  startuje w Igrzyskach Olimpijskich w Mexico City. Występ nie należał do łatwych: stolica kraju leży na wysokości 2000 m n.p.m., dominuje gorący klimat, powietrze jest rozrzedzone. Start w Meksyku zaczął się pechowo. Przedbiegi na 100 metrów odbywały się w trakcie kwalifikacji do skoku w dal. Szewińska spaliła dwie próby, w jedynej poprawnej skoczyła tylko 6,19. O jednym medalu musiała zapomnieć. Na 100 metrów z kolei spóźniła start,  była trzecia. - Jeżeli nie wygram 200 metrów, wycofuję się ze sportu! - zapowiedziała. Wygrała, bijąc rekord świata (22,5 sekundy), ale Polki nie obroniły tytułu w sztafecie, ponieważ Szewińska... zgubiła pałeczkę.

Mimo to start w igrzyskach przyniósł polskiej lekkoatletce dwa trofea: złoto na 200 metrów i brąz na 100. Biegi w trudnych warunkach, zakończone sukcesami, były możliwe za sprawą odporności, którą  sobie wypracowała:

- Mój mąż, a zarazem trener, śmiał się ze mnie, że jestem pilna aż do przesady. I nawet wtedy, gdy była plucha albo mróz i zaspy śniegu, wychodziłam na dwór, żeby zrealizować zaplanowaną jednostkę treningową. Wiedziałam bowiem, że tylko drogą systematycznych przygotowań można dojść do sukcesu. A z treningu w ekstremalnych warunkach atmosferycznych wracałam szczególnie zadowolona, wiedząc, że mnie to przybliża do sukcesów w letnim sezonie.

Monachium
Mimo sukcesów sportowych Irena Szewińska spotkała się w swoim życiu z ostrą krytyką. Bolesne słowa nie dotyczyły jednak niepowodzeń sportowych, czy zachowania na bieżni, które nigdy nie wymknęły się kategoriom fair play. Ataki dotyczyły... korzeni sportsmenki. Rodzice Ireny Szewińskiej byli Żydami, ona sama nigdy nie ukrywała swego pochodzenia, z prostego powodu - dla niej ważny był tylko sport.  Niestety, na fali rozpętanej wtedy, a rozpoczętej w marcu 1968 roku, antysemickiej nagonki i masowej, przymusowej emigracji osób pochodzenia żydowskiego - Szewińskiej odmawiano prawa do reprezentowania kraju na igrzyskach. Postanowiła  jednak nie poddawać się i pokazać przeciwnikom swoją klasę.

Okazja nadarzyła się dopiero w 1972 roku podczas igrzysk w Monachium. Jednak atak terrorystycznej organizacji palestyńskiej „Czarny Wrzesień”, w wyniku którego zginęło dziesięciu  izraelskich sportowców, zamienił święto sportu w koszmar. Ale prezydent MKOl Avery Brundage  ogłosił: "Igrzyska muszą toczyć się dalej". Irena Szewińska, która na krótko przed olimpiadą urodziła syna, nie była jeszcze  co prawda w pełnej formie, mimo to zdobyła brązowy medal na 200 metrów.

1974, Paryż
Irena Szewińska stara się opanować tremę. Nie, nie znajduje się na stadionie, nie czeka na sygnał startu, nie otacza jej tłum kibiców. Lekkoatletka jest tym razem w... Pałacu Elizejskim na wielkiej gali poświęconej właśnie jej! Skąd te zaszczyty? Została uznana za sportową osobowość numer jeden przez Polską Agencję Prasową i Francuską Akademię Sportu. Nagrodę wręczał jej sam prezydent Francji Valery Giscard D'Estaing.

Było to spotkanie niezwykłe - rok 1974 nie był rokiem igrzysk, gdy olimpijczycy z natury rzeczy są w centrum zainteresowania. Jednak w karierze Szewińskiej był to rok pełen wrażeń:

- Szłam od zwycięstwa do zwycięstwa. W biegu na 400 metrów jako pierwsza kobieta przełamałam barierę 50 sekund. Największą wówczas rywalkę w sprincie Renate Stecher z NRD pokonałam najpierw w Berlinie na 100 metrów, a potem w Poczdamie na 200 metrów, ustanawiając tam rekord świata 22,0, który ostatecznie ogłoszono w wersji elektronicznej jako 22,21 sekundy. Gdyby zostały wzięte pod uwagę ręczne pomiary sędziów, przeszłabym zapewne do historii jako pierwsza sprinterka, która zeszła poniżej 22,0. Pamiętam, że publiczność poczdamska po prostu oniemiała, widząc, jak wpadam na metę o dobre sześć metrów przed Stecher. Na stadionie zapadła nagle niesamowita cisza."- wspomina medalistka. Milczenie przerwał dopiero działacz światowej lekkoatletyki Holender A. Paulen, który zauważył wtedy: "Bieg Ireny Szewińskiej jest lotem. To, co robi, jest piękne, a jednocześnie przerażające dla rywalek. Biegną z nią lecz wiedzą , że zostaną pokonane.


Nie tylko rekordy były powodem, by przyznać sportsmence wspaniałe wyróżnienie. Liczyła się też jej postawa sportowa i zasady, jakimi się kierowała:

- Mogłam występować na bardzo wielu prestiżowych imprezach i to było dla mnie największą frajdą. Potrafiłam się wtedy maksymalnie mobilizować i najlepsze wyniki uzyskiwałam w najważniejszych momentach, zdobywając medale i bijąc rekordy świata. Tak było na igrzyskach olimpijskich w Tokio, Meksyku i Montrealu. A największym wyróżnieniem było dla mnie wejście na podium, żeby wysłuchać hymnu narodowego, mając orzełka na piersiach. Godne reprezentowanie Polski uważałam za rzecz najważniejszą. Dlatego - jeśli zdarzała się taka potrzeba - startowałam jednego dnia nawet w pięciu konkurencjach Pucharu Europy - wspomina dziś Irena Szewińska.

65. urodziny - w biegu
W roku 1980 Irena Szewińska wycofała się z życia sportowego. Powód? Kontuzja odniesiona podczas igrzysk w Moskwie. Nie oznaczało to jednak, że genialna sportsmenka odeszła na zasłużoną emeryturę. W latach 1997-2009 pełniła funkcję prezesa Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Od 1998 roku jest członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, a także jego wiceprezesem (od 1988). Ponadto Irena Szewińska jest także prezesem Polskiego Stowarzyszenia Sportu Kobiet (od 1994), wiceprezydentem Światowego Stowarzyszenia Olimpijczyków (od 1995), prezydentem Fundacji Ireny Szewińskiej „Vita Activa” (od 1998).

Jednak sport to dla medalistki nie wszystko, liczy się też rodzina -  poślubiony w 1968 roku Janusz Szewiński, także sportowiec i fotoreporter, oraz synowie. Starszy poszedł w pewnym sensie w ślady mamy - został siatkarzem, grał w reprezentacji Polski, dziś jest senatorem. Młodszy syn wybrał własną drogą - jest wybitnym informatykiem, pracuje w Instytucie Jądrowym w Świerku. Irena Szewińska jest też szczęśliwą babcią, chętnie poświęca swój  czas jedenastoletniej Adzie i sześcioletniemu Adasiowi.

Okazało się  też, że natura zawsze zwycięża i również dziś Irena Szewińska biega. Z tą różnicą, że teraz czerpie z tego przyjemność  a nie adrenalinę:

- Nie tęsknię, biegam sobie tylko dla przyjemności po lesie z moimi trzema pieskami. I to mi wystarcza. Kiedyś bardzo lubiłam startować. Teraz jednak mnie nie ciągnie na bieżnię. Pewien etap w moim życiu się zakończył. - zaznaczyła medalistka w jednym z wywiadów.

A w dniu swoich 65. urodzin Irena Szewińska ogłosiła wspaniałą akcję: zaprosiła kobiety 4 czerwca na bieg w Warszawie. Samsung Irena Women's Run  stał się wyrazem poparcia dla walki z rakiem piersi.

- W tym różowym biegu, bo takiego koloru koszulki otrzymają wszystkie uczestniczki, nie będzie wygranych ani przegranych. Główną nagrodą jest tu zdrowie i dobra zabawa. Chcę w ten sposób zachęcić kobiety do aktywnego trybu życia, jak również do dbania o swoje zdrowi – stwierdziła utytułowana lekkoatletka.
Bieganie stało się jej sposobem na życie, wielką pasją i ciężką pracą.

Dziś Irena Szewińska stara się zachęcić jak najwięcej Polek, by wygrały w swoim prywatnym wyścigu najważniejszą nagrodę, najcenniejsze trofeum: swoje życie.

Joanna Bielas
fot. Glinka Agency
Oceń ten artykuł:  1 pkt 2 pkt 3 pkt 4 pkt 5 pkt    Aktualna ocena: 0,00
 
Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł
E-mail adresata
 
 
Dama zabiegana
Wielki talent, genialna sportsmenka, rekordzistka, działaczka sportowa... te określenia pasują do Ireny Szewińskiej. Nie oddają jednak w pełni tego, czym się zajmuje genialna Polka.
Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 
Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
Autor
 

Wasze Komentarze

Jeszcze nie skomentowano powyższego artykułu.

Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.

Konkursy

Wywiady z gwiazdami

Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera

 
zapisz wypisz

Nasza Ankieta

Co najbardziej cenisz w mężczyźnie?

zagłosuj
Moda   Trendy   Projektanci   Modna w ciąży   Ciekawostki   Porady stylisty   Zdrowie i Uroda   Zdrowie   Uroda   Make-up   Rozmaitości   Kącik kulinarny   Z życia wzięte   Wielki świat   Motoryzacja   Nasze dzieci   Porady   Nasz ślub   Kultura   Muzyka   Kino   Teatr   Książka   Konkursy   Konkurs SMS-owy   Konkurs książkowy   Konkurs muzyczny   Wywiady z gwiazdami   Polityka   
Copyright © 2012 Planeta Kobiet. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie L77 - Strony internetowe Strony internetowe