Piątek, 18 maja 2012r. Alicji, Edwina, Eryka
 Szukaj
FACEBOOK RSS EMAIL Strona główna
Planeta Kobiet

Essential Killing

Z Jerzym Skolimowskim reżyserem nagrodzonego niedawno w Cannes filmu "Essential Killing" - rozmawia Robert Bodrog. Przekład: Beata Bieniada. Jerzy Skolimowski jest obecnie bardzo zajętym człowiekiem. Ostatni film polskiego reżysera Essential Killing nie schodzi z nagłówków gazet tej jesieni, od czasu, kiedy zdobył Specjalną Nagrodę Jury na Festiwalu Filmowym w Wenecji.

Nagroda Aktorska za najlepszą rolę męską przypadła amerykańskiemu aktorowi, Vincentowi Gallo, odtwórcy głównej roli w filmie. Film miał już swoją premierę w Polsce i zyskał duże zainteresowanie widzów, którzy przyszli zobaczyć obraz bez wątpienia wyjątkowy, zarówno pod względem fabuły jak i stylu.

Rozmawiamy z reżyserem o powstaniu filmu, jego finansowaniu oraz przemyśleniach, dotyczących współczesnego kina i młodych polskich filmowców.

Miał pan bardzo wiele sukcesów - udaną karierę jako reżyser filmowy, aktor oraz jako malarz. Nie musi pan udowadniać już nikomu swojego talentu. Co zadecydowało o powstaniu Essential Killing, co konkretnie skłoniło pana do opowiedzenia tej historii?

- Kilka lat temu, kiedy pracowałem nad Cztery noce z Anną w pobliżu mojego domu na Mazurach, udało mi się zrobić całkiem dobry film. Pomyślałem, że ta formuła może być powtórzona. Mieszkam w lesie, więc może udałoby mi się zostać w domu podczas zdjęć i nie musiałbym zmieniać miejsca. Więc szukałem tematu. Słyszałem pogłoski dotyczące lądowania samolotów CIA w Szymanach, które leżą niedaleko mojego domu. Ponieważ był to temat mocno polityczny, powiedziałem nie, to nie jest dla mnie. Do czasu, aż którejś zimowej nocy prowadząc bezpieczny, solidny, z napędem na cztery koła samochód wpadłem w poślizg i zatrzymałem się kilka centymetrów od krawędzi zbocza. Gdybym spadł, prawdopodobnie byłbym martwy. Wtedy zdałem sobie sprawę, że jestem obok lotniska w Szymanach, odległego może o milę. Pomyślałem wtedy, że jeżeli mogło się to zdarzyć mnie, równie dobrze mogłoby się przydarzyć każdemu z tych samochodów, które jeździły tamtędy zimą. Zapomnij o polityce, pomyślałem. Chcę zrobić film o mężczyźnie, któremu w takich okolicznościach udaje się uciec, biegnie boso do lasu, w łańcuchach, w kombinezonie i to może być tematem mojego filmu.

I mógł pan kręcić niedaleko domu...
- Ale ten projekt stawał coraz większy. I zdałem sobie sprawę, że potrzebuję zdecydowanie więcej śniegu, a śnieg w Polsce nie jest gwarantowany, więc zyskałem norweskiego koproducenta, ponieważ w Norwegii śnieg mógłby być „produktem narodowym” (śmiech). Potem pomyślałem, że sceny na Bliskim Wschodzie powinny też tam być kręcone, stąd znalazłem partnera w Izraelu i tam kręciliśmy całą sekwencję otwierającą.

Jaki był całkowity budżet filmu?
- Oryginalny projekt, który miałem zrobić wokół domu, wynosił 3 mln złotych (około 750 tysięcy euro), potem budżet rozrósł się do ponad 3 mln euro.

Czy trudne było sfinansowanie tego filmu, biorąc pod uwagę jego temat, spoza głównego nurtu? Trudno było znaleźć inwestorów i koproducentów?
- Zaskakująco łatwo, ponieważ otrzymałem pieniądze z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, co stanowiło około 40 proc. budżetu. Z taką kwotą mogłem zgłosić się po wsparcie do Norweskiego Instytutu Filmowego, Irish Film Board i Węgierskiego Instytutu. Praktycznie otrzymałem 70-75 proc. dotacji z pieniędzy publicznych. Dla pozostałych 25 proc. miałem kilku partnerów i to był zaskakująco szybki proces. Dodatkowo otrzymałem dofinansowanie z Eurimage.

Sposób, w jaki opowiada pan historię powoduje, że publiczność nie wie, czy Mohammed, główny bohater, który nie jest nazwany w filmie, w rzeczywistości jest terrorystą, czy popełnił jakieś przestępstwo, czy też jest niewinny. W jakim stopniu ta niejednoznaczność ma wpływ na fabułę?
- Właśnie o to chodziło. Chciałem, żeby było absolutnie oczywiste, że istnieją dwie możliwości: albo bohater jest niewłaściwym człowiekiem, w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie, po prostu znalazł się w takich okolicznościach, albo jest on częścią fabuły, zastawia pułapkę na Amerykanów. Tak, to miało działać w obie strony. Dla mnie to nie ma znaczenia. Moja historia nie jest o winnym i niewinnym człowieku. Jest to opowieść o człowieku, który znalazł się w okolicznościach, powodujących jego przemianę w dzikie zwierzę.

Dlaczego wybrał pan Vincenta Gallo na odtwórcę głównej roli? Co wyróżniało go w kategorii talentu, wcześniejszych dokonań i miało wpływ na wybór właśnie jego podczas castingu?

- To stało się w ubiegłym roku w Cannes. Byłem tam dwa lata temu z moim filmem Cztery noce z Anną, który otwierał Director’s Fortnight. W zeszłym roku, filmem inaugurującym otwarcie DF był film Francisa Forda Coppoli Tetro (występował w nim właśnie Gallo). Zanim poszedłem do kina, spotkałem się z moim przyjacielem Jeremym Thomasem, producentem mojego filmu The Shout (Krzyk). Wychodząc z kina, zobaczyłem Gallo. Znamy się od lat, graliśmy nawet razem w jednym z hoollywoodzkich filmów: L.A. Without a Map. (Los Angeles bez mapy). W każdym bądź razie, zwróciłem uwagę na ruch jego ciała i wtedy pomyślałem, że pasowałby do mojego filmu. Instynktownie, zatrzymałem go i powiedziałem: - Vincent, mam skrypt, który powinieneś przeczytać. Vincent zapytał, czy mam go ze sobą? Powiedziałem, że tak. I dałem mu go do przeczytania. Dwie godziny później - dosłownie - dwie godziny później, zadzwonił do mnie i powiedział, że jest to fenomenalne: - To jest świetny scenariusz, chcę to zrobić! Uwielbiam biegać boso po śniegu! Jestem z Buffalo. Tam zawsze jest zimno!

I to było to?
- Myślałem, że może trochę przesadził. Powiedziałem mu, słuchaj, teraz jest maj, jeżeli będziemy to kręcić, to będzie zimą. Więc, jeżeli myślisz poważnie, zacznij zapuszczać włosy i brodę. I tak zrobił. Dwa tygodnie później zadzwonił do mnie i powiedział, że jego broda ma już dwa cale!

Znaczącą postacią w filmie jest kobieta głuchoniema. jak doszło do tego, że Emmanuelle Seigner zagrała tę rolę?
- Emmanuelle jest żoną mojego bardzo bliskiego przyjaciela - Romana. Zawsze planowaliśmy zrobić coś razem. Przez 17 lat nie kręciłem żadnych filmów, więc nie było okazji, żeby zrobić coś wspólnie, ale tym razem, powiedziałem jej, że mam dla niej rolę. Zgodziła się i zagrała. przez wiele lat mieszkał pan w Stanach.

Co najbardziej różni współczesne kino europejskie i amerykańskie typu „Hollywood”, w kategoriach fabuły, tematów, techniki, w nawiązaniu do czasów, kiedy pan rozpoczynał swoją karierę?
- Cóż, oczywiście, Hollywood ma wpływ na kino europejskie, które bardzo się zmieniło od lat 60. Wtedy wszyscy byliśmy częścią Nowej Fali i robiliśmy całkiem inne filmy. Teraz mamy efekty specjalne, szybkie cięcia, czego nie cierpię, a które pochodzą chyba z MTV i każdy korzysta z tego do granic absurdu. Mój film jest dobrze pocięty, z płynnymi przejściami. Muszę przyznać, że bardzo lubiłem tę różnicę, kiedy europejskie filmy były rzeczywiście inne od głównego nurtu Hollywood. To już nie będzie to samo. Myślę, że mój film dziś jest wyjątkowy na tle współczesnych produkcji. Powiedzmy, że jest inny.

Czy znalazł już pan amerykańskiego dystrybutora?
- Firma Hanway Films pracuje nad tym. Mają pięć firm dystrybucyjnych zainteresowanych tym tematem. Więc zobaczymy. 

Co pan sądzi o przyszłości kinematografii, szczególnie, polskiego kina? Korzystając z własnego doświadczenia, czy zechciałbym pan poradzić coś młodym, polskim reżyserom w kwestiach fabuły lub sposobów dotarcia do większej liczby odbiorców na całym świecie?
- Dzisiaj młodzi twórcy mają spore szanse, ponieważ Polski Instytut Sztuki Filmowej naprawdę pomaga im w realizacji pierwszego lub drugiego filmu. Wielu początkujących filmowców jest wpieranych przez Instytut, więc mogą mieć znacznie łatwiejszy start niż kilka lat temu. Co mógłbym poradzić? Żeby szukali właściwych tematów. Kiedy stało się wiadome, że ja nakręciłem taki film, każdy mówił, że ten temat „leżał na ulicy” przez lata. Tak, faktycznie, ale nikt go nie podniósł. Sugeruję, po prostu trzeba wybrać dobry temat i to wszystko.

W filmie, w pewnym momencie, główny bohater dosiada białego konia. W literaturze, w mitologii, w różnych kulturach, białe konie symbolizują różne rzeczy. Czy w pana filmie biały koń reprezentuje coś szczególnego? Co próbował pan przez to wyrazić?
- Ludzie postrzegają to jako metaforę. Dobrze, jeżeli uznają to za metaforę, niech tak będzie. Ale moją ideą było pokazanie „czystego obrazu”: biały śnieg, biały koń, czarny las, czerwona krew. Taki był cel. Patrzyłem na to jak malarz. Jeśli koń byłby w innym kolorze, to by się nie udało. Więc, żeby krew była widoczna na koniu, musiał być biały. Dla mnie to jasne. Metafora niech będzie wisienką na torcie. Dla mnie najważniejszy był kontrast, krew na białej szyi konia.

Był to po prostu artystyczny wybór w zakresie kompozycji?
- Dokładnie.

Proszę powiedzieć nam coś na temat pana następnego pomysłu. O czym chciałby pan zrobić następny film?
- Nie planuję żadnego. Szczerze. Teraz objeżdżam festiwale (Wielka Brytania, Grecja, Hiszpania, Francja, Argentyna). Później chcę wrócić do malowania. Na razie nie myślę w ogóle o robieniu filmów. Jeżeli będzie temat, to będzie. Teraz zajmę się malowaniem.

Źródło: www.ikmagazine.pl
fot. Glinka Agency
Oceń ten artykuł:  1 pkt 2 pkt 3 pkt 4 pkt 5 pkt    Aktualna ocena: 5,00
 
Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł
E-mail adresata
 
 
Essential Killing
Z Jerzym Skolimowskim reżyserem nagrodzonego niedawno w Cannes filmu "Essential Killing" - rozmawia Robert Bodrog. Przekład: Beata Bieniada.
Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 
Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
Autor
 

Wasze Komentarze

nie lubie go
Anonim 2012-04-09 08:33:22


Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.

Konkursy

Wywiady z gwiazdami

Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera

 
zapisz wypisz

Nasza Ankieta

Co najbardziej cenisz w mężczyźnie?

zagłosuj
Moda   Trendy   Projektanci   Modna w ciąży   Ciekawostki   Porady stylisty   Zdrowie i Uroda   Zdrowie   Uroda   Make-up   Rozmaitości   Kącik kulinarny   Z życia wzięte   Wielki świat   Motoryzacja   Nasze dzieci   Porady   Nasz ślub   Kultura   Muzyka   Kino   Teatr   Książka   Konkursy   Konkurs SMS-owy   Konkurs książkowy   Konkurs muzyczny   Wywiady z gwiazdami   Polityka   
Copyright © 2012 Planeta Kobiet. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie L77 - Strony internetowe Strony internetowe