Ania Wyszkoni i Maciej Durczak- para, która wspólnie osiągnęła sukces i to w dziedzinie tak trudnej jak show-biznes...
Mówi się, sukces że najlepiej smakuje, gdy osiąga się go z partnerem. Wtedy nikt nie czuje się zazdrosny czy sfrustrowany....
Ania: - Nie chodzi o zazdrość czy frustrację. Lepiej i raźniej dąży się do celu we dwoje. Poza tym najpiękniej jest wtedy, gdy można się z kimś podzielić wszystkim, co nas w życiu spotyka. Jednak często problemy zaczynają się dopiero wtedy, gdy w nadmiarze pracy zapominamy o miłości. Wam się udało.
Macie na to własną receptę?
Ania: - Nie ma recepty na miłość, bo każdy przeżywa ją inaczej. Najważniejsze jest, by codziennie ją pielęgnować. Jestem romantyczką i lubię zaskakiwać ukochanego. Muzyka jest naszą wspólną pasją. Nie traktujemy jej w kategoriach biznesu. Praca nas łączy.
Maciej: - Nie mógłbym żyć z kimś, z kim nie miałbym wspólnych tematów zawodowych i komu obce byłyby moje pasje. Nie wyobrażam sobie, żeby moja partnerka miała zajęcie, z którym bym się nie identyfikował. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że nie wolno przenosić pracy na grunt prywatny. Wręcz przeciwnie, uważam, że wspólna pasja i praca cementują związek.
Kto dominuje w Waszym duecie?
Ania: - Nie nazwałabym tego dominacją, lubię kiedy Maciek się mną opiekuje. Jestem pewna siebie i samodzielna, ale potrzebuję u swojego boku mężczyzny, który da mi poczucie bezpieczeństwa. To jest właśnie Maciek. Uważam, że razem możemy przenosić góry i nie mam na myśli tylko sfery zawodowej.
Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają. A jednak za nimi biegamy. Dlaczego?
Ania: - Jest jeszcze druga część tego powiedzenia - „...tym, którzy ich nie mają”. Pieniądze są w życiu ważne. Nie najważniejsze, ale na pewno potrzebne. Niestety ludzie coraz częściej zapominają o zachowaniu życiowej równowagi. Pieniądze dla wielu stały się istotą życia, przyćmiły miłość, seks, codzienne rozmowy, zwykłe, rodzinne zajęcia. Świat zaczął pędzić i brakuje czasu na codzienne przyjemności. Z drugiej strony, brak pieniędzy i proza życia powodują często, że ludzie przestają się dogadywać, kłócą o nieważne sprawy. Mają mniejsze możliwości i perspektywy życiowe, co prawie zawsze odbija się negatywnie na uczuciach. To trochę zamknięte koło. Żeby pozwolić sobie na chwilę przyjemności, wakacje, kino, czy chociażby zakupy, musimy intensywnie pracować. Intensywnie pracując nie mamy zbyt wiele czasu na przyjemności. Stawiam na umiar.
Macieju w środowisku show-biznesu cieszysz się opinią bezwzględnego negocjatora, zawsze targujesz się o cenę, stawki, gaże dla Ani i innych swoich podopiecznych. Bywasz stanowczy, masz doskonały zmysł do biznesu... Czy w takiej postawie tkwi sekret twoich sukcesów?
Maciej: - Działam intuicyjnie, choć oczywiście zgodnie z zasadami biznesu i marketingu. Przede wszystkim kieruję się dbałością o interesy i dobro artysty. Staram się nie zrażać do siebie ludzi, z którymi te interesy załatwiam. Dlatego od lat mam krąg zaufanych i niezawodnych kooperantów. Etyka jest w tym zawodzie niezwykle ważna. Niestety, nie każdemu ta idea jest bliska, dlatego wciąż mamy tak ubogi i jeszcze dość dziki rynek muzyczny.
Co w Waszym życiu przyszło z trudem?
Ania: - Na wszystko w życiu uczciwie zapracowałam. Czasem los mi pomagał rzucając mnie w dobre miejsce w dobrym momencie, ale takie chwile trzeba nauczyć się wykorzystywać. trzeba w siebie wierzyć. Nie myślę o trudach. Cieszę się, że życie stawia mi wyzwania. Gdyby wszystko było proste i przychodziło samo, życie byłoby bardzo nudne.
Maciej: - Zgadzam się. Ja też lubię wyzwania i wszystko, co osiągnąłem w życiu, zostało okupione ciężką pracą, wyrzeczeniami i wieloma błędami. Gdybym mógł cofnąć czas, pewne rzeczy zrobiłbym inaczej, a wielu nie zrobił wcale, ale nie rozczulam się nad sobą i nie żałuję niczego, bo widocznie wszystko miało swój sens i było częścią jakiegoś większego planu, którego nawet nie próbuję zrozumieć.
Podobno jeśli człowiek nie podejmie ryzyka, nigdy nie wygra. A Wy? Często ryzykujecie?
Ania: - Codziennie podejmujemy decyzje, które wiążą się z rezygnacją z czegoś innego. Ryzyko jest wpisane w nasze życie. Zgadzam się z tym, że ludzie, którzy nie ryzykują nie wygrywają. Miejsce, w którym jestem, jest efektem podejmowanego przeze mnie ryzyka, choć nigdy nie postrzegałam tego w taki sposób. Wolę określenia "ambicja" czy "dążenie do celu".
Maciej: - Uwielbiam ryzyko, ono mnie motywuje i zachęca do pracy. W naszej branży ryzyko jest codziennością, jest wpisane w show-biznes. Ryzykujemy każdą wypuszczaną w eter piosenką, każdą wydaną płytą, nigdy nie wiadomo jak zostanie przyjęta, czy ludzie ją kupią. Emocje towarzyszące każdemu kolejnemu projektowi w który się angażuję, są porównywalne do tego, co czuje hazardzista. Nie mam natury hazardzisty, ale tego typu ryzyko jest moim żywiołem.
Na co dzień kierujesz karierą Ani. Zdarza Ci się podejmować nietrafne decyzje?
Maciej: - Nie do mnie należy ocena. Zawsze coś można zrobić inaczej, lepiej. Myślę, że prowadzimy karierę Ani z głową, póki co, oboje jesteśmy zadowoleni z jej rozwoju. Najważniejsza jest konsekwencja, dbałość o szczegóły i szanowanie siebie. Kładę ogromny nacisk na dobry repertuar moich artystów. Sukces solowej płyty Ani, którą zrobiliśmy razem, pokazuje, że decyzje były trafne. Teraz skupiam się na tym, żeby konsekwentnie trzymać klasę. Najważniejszy w życiu artysty jest dorobek, o czym w dzisiejszych, tabloidowych czasach wielu zapomina.
Efektem ryzyka bywa porażka. Jak Wy ją odbieracie?
Ania: - Każda porażka boli. W zależności od jej rozmiarów, mniej lub bardziej, ale zawsze należy wyciągnąć wnioski i iść dalej. Kilka porażek w moim życiu wiele mnie one nauczyło. Z jednej otrząsałam się długo, z innej krócej, ale uparcie dążyłam do szczęścia i spełnienia, zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Zwłaszcza że te sfery mocno się u mnie przenikają…
Maciej: - Ja chyba trochę dłużej otrząsam się z porażek niż Ania, ale też sobie z nimi radzę. Mam zdrowe, mądre i kochane dziecko, wspaniałych rodziców, cudowną narzeczoną i pracę, która jest moją pasją. Zgrzeszyłbym, gdybym narzekał. Ludzie mają problemy, które są nam obce nawet w najgorszych snach! Dlatego staramy się pomagać innym, potrzebującym, chorym dzieciom. Wraz z Anią angażujemy się w mnóstwo akcji charytatywnych, nigdy nie odmawiamy wizyty w domu dziecka czy szpitalu. Takie sytuacje uczą pokory, za każdym razem gdy wychodzę z oddziału onkologii dziecięcej, wszystkie moje „porażki” uznaję za niegroźne żarty, które los mi płata w przypływach złośliwości.
Znając smak porażki, można docenić zwycięstwo?
Ania: - Czasem trzeba znaleźć się na dnie, żeby stać się silniejszym, lepszym. Najważniejsze, by się nie poddawać. Dystans do siebie jest niezwykle ważny,nie tylko w naszej branży. Nie można traktować siebie zbyt poważnie. Lubię ludzi, którzy potrafią śmiać się ze swoich wad jednocześnie pracując nad własną osobowością. To najlepsze rozwiązanie. Nikt nie jest idealny.
Możecie powiedzieć o sobie, że jesteście jak dwa ścierające się żywioły? Nieustanne zaskakiwanie się, wojny na argumenty, dyskusje do białego rana....?!
Ania: - Powiedziałabym raczej, że jesteśmy jak ogień płonący w jednym kominku czy woda płynąca w jednym korycie. Oczywiście jak w każdym związku, i w naszym zdarzają się kłótnie, ale generalnie jesteśmy jak dwie, fantastycznie dopasowane połówki jabłka.
Maciej: - A do białego rana czasem też dyskutujemy… (śmiech).
Aniu porozmawiajmy chwilę o Twojej karierze. Wielu chce zaistnieć i nie odnoszą sukcesu. Co w Twoim przypadku zdecydowało. Odrobina szczęścia?
Ania: - Znam wiele osób, które świetnie śpiewają, ale nie mają w sobie tego „czegoś” lub nie najlepiej radzą sobie w świetle fleszy. Niewątpliwie miałam sporo szczęścia, ale każdy ma szansę pokazania się szerokiej publiczności. Jest wiele programów, w których może zaprezentować swój talent, a jednak niewiele osób się tam wyróżnia. Tak naprawdę włożyłam wiele pracy w to, by spełnić swoje marzenia. Od dziecka wiele czasu poświęcałam scenie. Przez trzynaście lat tańczyłam w zespole tańca nowoczesnego. Trzy razy w tygodniu chodziłam na próby. W wieku szesnastu lat zaczęłam śpiewać w zespole
Łzy. Dodatkowo uczyłam się śpiewu. Właściwie codziennie miałam próby, kiedy moje koleżanki bawiły się na dyskotece, ja koncertowałam. Często przychodziłam do szkoły zmęczona po nieprzespanej nocy, bo koncerty kończyły się późno. To był piękny czas. Uwielbiam te wspomnienia. Udawało mi się wszystko godzić, bo zawsze kochałam to, co robiłam. Najważniejsze, że ta pasja wciąż we mnie jest, tak jak wtedy podczas pierwszych koncertów. To właśnie pasja, upór i szczerość decydują o tym czy ktoś staje się popularny i lubiany czy nie. Sam talent, znajomości lub sztucznie kreowane skandale nie wystarczą.
Twoje życie budzi wiarę, że każda kobieta może być znów szczęśliwa, niezależnie od tego, kim się jest, w jakim wieku, w jakiej sytuacji...
Ania: - Życie serwuje wiele niespodzianek. Jedne miłe, inne trudne do przełknięcia. Ale każdy dzień powinien przynosić coś nowego, a my powinniśmy umieć z tego korzystać lub wyciągać wnioski na przyszłość. Kiedy jest inaczej, kiedy popadamy w rutynę, przestają nas cieszyć nawet najdrobniejsze radości, zaczynamy powoli umierać. Ja potrafię cieszyć się nawet z drobiazgów, z piosenki, którą usłyszę w radiu, a jeśli w dodatku jest moja, to skaczę ze szczęścia, ze słońca za oknem, z genialnej roli aktora w filmie, czy z dobrej oceny, przyniesienej ze szkoły przez syna. Pewnie dlatego łatwiej mi witać każdy nowy dzień i z radością wyjeżdżać z domu na kolejne spotkanie z fanami na koncercie…
Jesteś silną kobietą i optymistką. Czy to właśnie dlatego tak wiele rzeczy udaje Ci się w życiu?
Ania: - Nie zawsze byłam optymistką. Mimo wszystko wciąż jeszcze mam w sobie sporo melancholii. Ale jestem niezwykle ambitna. Wolę zaryzykować upadek i iść do przodu niż stać w jednym, bezpiecznym miejscu i nie zdobyć nic. Kocham kolejne życiowe wyzwania.
A co byłoby, gdyby zamiast sukcesów zdarzyła się nagle porażka? Poddałabyś się?
Ania: - Życie nie jest usłane różami. Nie raz walczyłam z przeciwnościami, ale zawsze wierzyłam, że zasługuję na szczęście. Porażki zdarzają się ciągle. A to koncert nie sprzeda się tak, jakbym sobie życzyła, a to przeczytam nieprzyjazną recenzję mojej płyty… to też są porażki, ale nie poddaję się. Motywuje mnie to do dalszej pracy nad sobą i swoją twórczością.
Swoją drogą.... praca w show-biznesie to niezła szkoła charakterów. Tam chyba nie ma miejsca dla mięczaków?
Ania: - Jestem wrażliwa, ale silna. Jednak bez wsparcia ludzi, których kocham byłoby mi dużo trudniej. Ważna jest w życiu ostoja. Ja mam fantastyczną rodzinę, syna, mężczyznę, którego bardzo kocham. Jestem skupiona na tworzeniu i rozwijaniu się na polu artystycznym. Chcę dawać ludziom siebie na scenie, a nie na bankietach. Do dziś pobieram lekcje śpiewu, ćwiczę kondycję. Rozwijam swój talent a show-biznes zostawiam managerowi.
Rozmawiała: Ilona Adamska
fot. Łukasz Pęcak
Więcej o artystce- w najnowszym numerze magazynu
ONA
Ewel 2010-08-25 19:09:23
Bartek J. 2010-08-25 10:31:59
Anonim 2010-08-25 10:00:54
\\meal23 2010-08-25 09:59:09
Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.