Byli małżeństwem przez 32 lata. Jak każda para przeżyli razem chwile złe i dobre. Dla wielu Polaków pozostaną wzorem miłości.
Poniedziałek, 12. kwietnia. Dwa dni po tragedii pod Smoleńskiem udaje się rozpoznać ciało Marii Kaczyńskiej. Dzięki obrączce i lakierowi do paznokci wiadomo teraz, że to Ona. Można już sprowadzić jej ciało do Kraju, do męża...
Dzień wcześniej, specjalnym samolotem zostały przetransportowane zwłoki Lecha Kaczyńskiego. Na lotnisku oczekiwali jego przybycia najbliżsi współpracownicy, którzy nie wyruszyli w śmiertelną drogę, przyjaciele, wysocy urzędnicy państwowi.
Wreszcie czekali oni: brat Jarosław i córka, Marta, która straciła w wypadku matkę i ojca...
Gdy trumna ze zwłokami Prezydenta staje wreszcie na polskiej ziemi, gdy kończy się już ceremonia powitania szczątków Głowy Państwa, każdy ze świadków wydarzeń i z widzów zasiadających przed telewizorami zadaje sobie pytanie: kiedy dołączy do niego ukochana żona, Maria...
W jednym z ostatnich wywiadów Maria Kaczyńska powiedziała:
-
Mimo ceny, jaką musiałam zapłacić, nie żałuję tych lat. Miałam przecież do zrobienia tyle ciekawych, pożytecznych spraw. – podsumowywała Prezydentowa.
- Jaką mam radę dla mojej następczyni? Postępować zgodnie ze swoim sumieniem. Być sobą, nie zmieniać się pod wpływem urzędu. Ja w każdym razie zawsze byłam sobą.
Dziś te słowa brzmią z niezwykłą siłą. Przecież razem tyle przeżyli!
Poznali się w 1978 roku, w Gdańsku, gdzie Maria Mackiewicz pracowała w w Instytucie Morskim w Gdańsku , a Lech Kaczyński, działacz opozycji, był asystentem na wydziale prawa. Wspólna znajoma poprosiła Marię o pomoc w wynajęciu mieszkania dla Lecha. Już na pierwszym spotkaniu przypadli sobie do gustu.
Oboje spokojni, zdystansowani, życzliwi wobec innych ludzi, chętnie pomagali w potrzebie. Oboje mieli wspólne pasje i zainteresowania. Nic dziwnego więc, że zaiskrzyło między nimi.
Pobrali się dwa lata później, w 1980 roku na świat przyszła ich córka, Marta. Wkrótce potem ich związek został narażony na ciężką próbę: Lech Kaczyński został internowany, żona została sama z córeczką...
Mimo obaw, nie poddała się wtedy. Także przyszły Prezydent wielokrotnie powtarzał, że myśl o rodzinie, o tym, że ma dzielną, zaradną żonę, pomagała mu przetrwać najtrudniejsze chwile...
Trudnych momentów było sporo również 25 lat później, gdy razem przekroczyli próg Pałacu Prezydenckiego. Nie mieli rekordowego poparcia społeczeństwa, wielu ludzi naśmiewało się z ich sposobu bycia, z poglądów politycznych.
Dodatkowa ilość obowiązków, która dla każdego małżeństwa byłaby zabójcza, tu okazała się czynnikiem wzmacniającym:
- Jak wygląda nasz zwyczajny dzień? Jemy wspólnie śniadanie, a potem rozstajemy się. - opowiadała w jednym z wywiadów Pani Prezydentowa.
- Mąż idzie do swojego gabinetu, ja do swego i w zależności od tego, co jest w kalendarzu, działamy. Mąż zwykle wraca do domu później niż ja. Czasami złoszczę się, gdy jego zajęcia przeciągają się ponad czas normatywny. Martwię się, że ma za mało czasu na sen, na wypoczynek. Powtarzam do znudzenia: "dopóty dzban wodę nosi...”. Ale wiem też, że nie zawsze jest to możliwe. Zdarzają się dni, kiedy mamy wspólny program, na przykład podczas wizyt zagranicznych czy goszczenia głów obcych państw w Polsce i wtedy spędzamy więcej czasu razem. Bywają dni, że w ogóle się nie widzimy, ale mąż zawsze do mnie dzwoni.
Jak w każdym małżeństwie i u nich zdarzały się różnice zdań, nieporozumienia. Wtedy stawiali na kompromis, czasem ustępowała jedna strona, czasem druga. Nie tracili czasu na dyskusje, kłótnię. Sami przecież nie wiedzieli, że zostało go tak niewiele...
Maria Kaczyńska mówiła o swoim mężu:
- Ma zdecydowany charakter, co nie przeszkadza, że jest dobrym, serdecznym, wrażliwym i troskliwym człowiekiem. Rodzina w jego życiu zajmuje bardzo ważne miejsce. Cieszy się każdym sukcesem córki, bardzo kocha nasze wnuczki i żałuje, że ma dla nich za mało czasu.
Prezydent natomiast podkreślał, że wszystko, czego w życiu udało mu się dokonać, zawdzięcza swojej żonie, która nie tylko dała mu tak potrzebne w trudnych chwilach wsparcie, ale jeszcze miłość i poczucie bezpieczeństwa. Zawsze wypowiadali się o sobie ciepło, z czułością.
Mało tego- wystarczyło na nich spojrzeć, by przekonać się, że naprawdę pasowali do siebie. Ze swojej miłości nie robili wielkiego wydarzenia. Zawsze pozostali skromni:
- Trzeba się kochać, ale nie jesteśmy przecież wyjątkiem. - mówiła Maria Kaczyńska w jednym z wywiadów.
- Wiele małżeństw ma długoletni staż, a nawet dłuższy niż my. Jesteśmy dopiero w pół drogi. W każdym małżeństwie potrzebne są kompromisy. Trzeba umieć ze sobą rozmawiać. Dobrane małżeństwo jest jak jabłko, które składa się z dwóch połówek. Jedna powinna pasować do drugiej, co nie znaczy, że muszą być identyczne. My z mężem jesteśmy takim właśnie "jabłkiem”.
Joanna Bielas, Planeta Kobiet
Pelagia 2010-04-13 19:20:51
Kamila 2010-04-12 19:16:12
Maria P. 2010-04-12 18:20:09
Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.