Gwiazdorska obsada: Bill Murray, Tilda Swinton, Gael Garcia Bernal w kolejnym długo oczekiwanym filmie Jima Jarmuscha. Reżyser powraca do sztafażu kina gangsterskiego i po raz kolejny przedstawia bohatera w podróży, który tym razem nie zostaje osadzony w amerykańskiej przestrzeni, lecz w Europie.
The limits of control - najnowsza produkcja Jima Jarmuscha, z doborową obsadą przenosi nas podczas 116 minut filmu w różne miejsca Hiszpanii i na tym można by skończyć całą recenzję. A przecież nie jest to film krajoznawczy lecz określany mianem gatunku jako: dramat, kryminał, thriller.
Poznajemy głównego bohatera na początku jego podróży i choć czujemy, że to początek pewnego zadania, nic nie jest powiedziane w sposób jednoznaczny. Nie znamy celu jego misji, ani motywów jego działania, choć czujemy, że film ma podłoże kryminalne.
Obserwujemy powtarzane wciąż i wciąż rytuały: ćwiczenia
Tai chi, wizyty w muzeum
Reina Sofia, które zawsze sprowadza ją się do oglądania tylko jednego obrazu, zamawiania dwóch espresso w oddzielnych filiżankach - co w sumie staje się znakiem rozpoznawczym dla osób, które są swego rodzaju posłańcami kolejnych wiadomości, w różnych miastach i miejscach Hiszpanii, a każda z rozmów rozpoczyna się od słów:
Pan nie zna języka hiszpańskiego?!
Potem następuje monolog, (bo trudno to nazwać rozmową bohatera) każdej postaci o: muzyce, sztuce, narkotykach, halucynacjach o filmie....co ma być kolejną wskazówką zadania. A nasz bohater - Isaach de Bankolé - pozostaje ciągle nieodgadniony, ma surową, kamienną twarz, która niczego nam nie zdradza.
Po obejrzeniu tych powtarzanych cyklicznie scen i obrazów ma się wrażenie, że nie jest tak kamienna, bo skupiona na zadaniu, ale po prostu bohater nie bardzo ma nam coś do powiedzenia.
Sławy aktorskie nie poraziły swoja grą, a Murray w swoim epizodziku nie pokazał nam swojego kunsztu aktorskiego. Jakoś dotrwałam do końca seansu, choć ta ciągła powtarzalność scen mało mnie nie uśpiła... i nadal właściwie nie wiem czy ta podróż filmowa miała przeprowadzić nas przez jakieś sfery życia, czy wyobraźni....ale chyba wolę tego nie zgłębiać i nie doszukiwać się drugiego dna, bo może go po prostu tam nie było ?!
Anna Segeth, Czytelniczka Planety Kobiet
kamila 2010-02-12 11:25:44
Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.