Budowanie poczucia własnej wartości nie jest procesem linearnym ani jednorazowym aktem decyzji. To droga. Czasem spokojna, czasem wyboista. Zdarzają się na niej momenty, w których ktoś wypowiada opinię, która dotyka czułego miejsca. Która boli. Która prowokuje pytania: „Czy rzeczywiście jestem wystarczająca?”, „Czy to, co robię, ma sens?”, „Może jednak się mylę?”.
Nie ma w tym nic niezwykłego. Zwłaszcza dla osób wrażliwych, zaangażowanych, wkładających serce w swoją pracę i relacje. Różnica polega nie na tym, czy coś nas poruszy – ale jak długo w tym pozostajemy i co z tym dalej robimy.
Jeszcze kilka lat temu takie sytuacje odbierałyby mi spokój na długo. Dziś widzę wyraźnie, że proces, który przeszłam, przyniósł realną zmianę. Emocje nadal się pojawiają, ale nie przejmują już sterów na dni czy tygodnie. To dowód na to, że rozwój wewnętrzny jest czymś żywym, realnym i mierzalnym – nawet jeśli dokonuje się w ciszy, bez fanfar.
Jedna negatywna opinia potrafi czasem zagłuszyć dziesiątki dobrych słów, podziękowań i dowodów sensu tego, co robimy. Ludzki umysł ma skłonność do skupiania się na tym, co trudne, krytyczne, raniące. Dlatego tak ważne jest, by wracać do fundamentalnego pytania: czy naprawdę wierzę, że moja wartość jest niezależna od cudzych ocen?
Bo prawda jest taka, że opinie innych ludzi mówią bardzo często więcej o nich samych niż o nas. Jesteśmy dla siebie nawzajem lustrem. Uruchamiamy w innych to, co w nich nieprzepracowane: lęk, wstyd, frustrację, poczucie braku. To mechanizm znany i opisany w psychologii – to, co najbardziej nas irytuje w drugim człowieku, bywa odbiciem naszych własnych, nieuświadomionych emocji czy kompleksów.
To nie oznacza, że mamy ignorować wszelką krytykę. Wręcz przeciwnie – warto uczyć się ją rozróżniać. Konstruktywna informacja zwrotna może być cenna i rozwojowa. Ale hejt, deprecjonowanie czy opinie przekazywane bez szacunku nie mają mocy definiowania naszej wartości. I nie powinny jej mieć.
Mamy prawo do własnej drogi. Do błędów. Do bycia w procesie. Do zmiany. Do niedoskonałości. Jednocześnie mamy też odpowiedzialność – za sposób, w jaki komunikujemy swoje zdanie innym. Bez ranienia. Bez umniejszania. Bez przekraczania granic.
Piszę to również jako przypomnienie dla siebie samej. Że jedna opinia nie może podcinać skrzydeł. Że sens tego, co robimy, nie znika tylko dlatego, że ktoś patrzy na nas przez pryzmat własnych ograniczeń, emocji czy nastroju. Nasza wartość nie jest zmienna. Nie zależy od dnia, kontekstu ani osoby oceniającej.
Na koniec zostawiam myśl, do której warto wracać w chwilach zwątpienia: „Nie pozwól, aby opinie innych stały się głośniejsze niż Twój własny głos.”
Bo to właśnie ten wewnętrzny głos – jeśli jest uczciwy, spójny i płynący z serca – pozostaje naszym najważniejszym kompasem.
Ilona Adamska – filozof, etyk, pomysłodawczyni kampanii Nie hejtuję-motywuję
Wasze Komentarze
Jeszcze nie skomentowano powyższego artykułu.Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.