Poniedziałek, 25 wrzesnia 2017r. Aureli, Kamila, Kleofasa
 Szukaj
FACEBOOK RSS EMAIL Strona główna
Planeta Kobiet

Marek Kościkiewicz: To nie my zdobywamy kobiety

- To nie my zdobywamy kobiety, tylko one decydują się, że chcą być z nami. Wszystkie metody są fajne, ale jeśli ich ktoś nie potrafi wykorzystać, to koniec – Marek Kościkiewicz, lider i gitarzysta grupy De Mono, opowiada „Imperium Kobiet” o tym, jak zdobyć kobietę i czy da się ją zrozumieć.
Jak określiłbyś siebie w trzech słowach?
- Nie potrafię tego zrobić.

Jakie skojarzenia przychodzą ci do głowy, kiedy słyszysz słowo „kobieta”?

- To dobre skojarzenia. Ale kobieta to też zagadka, bo zależy, jaka to kobieta, w jakiej sytuacji ją spotykam i kiedy. Jest dużo elementów, które mogą zmienić ocenę kobiety z pozytywnej na negatywną i odwrotnie. Ogólnie świat dzielę na ludzi dobrych i złych, nie na kobiety i mężczyzn.

Jan Nowicki w jednym z wywiadów powiedział, że jeżeli facet twierdzi, iż zna się na kobietach i wszystko o nich wie, to, delikatnie mówiąc, jest on nieskromnym. Być może się mylił. Czy Ty uważasz się za znawcę kobiet?

- Jeśli mężczyzna tak myśli, to nie jest nawet nieskromnym, tylko nie wie, co mówi. Bo jako mężczyźni nie możemy tak naprawdę powiedzieć, że znamy kobiety. Mężczyzna może mieć jakieś doświadczenia, nawet bardzo wiele, na tyle bogate, że gdzieś zaczyna rozumieć, o co chodzi z kobietami. Ale ja myślę, że my i tak do końca świata nie zrozumiemy kobiet. My i one to tak różne światy, które w jakiś sposób się uzupełniają, czasami konkurują ze sobą, a czasami współpracują. Także tu nie chodzi o skromność, tylko uważam, że to nie będzie prawdą. Można oczywiście coś określić statystycznie lub na podstawie swoich przeżyć, ale nasze życie jest zbyt krótkie, by wyczerpać wszystkie możliwości i sytuacje, jakie mogą w nim mieć miejsce.

Czy zgodzisz się z twierdzeniem, o którym dziś dużo w mediach, zwłaszcza kobiecych, że mężczyźni są już zmęczeni dominacją?

- Każdy moment naszego życia czy życia społecznego wymaga budowania jakiejś teorii. Jest milion rożnych tematów zmuszających nas do refleksji. I dobrze, że możemy sobie nad czymś pomyśleć. Dzięki temu może nasze życie jest lepsze, bo nie jest bezmyślne, nie popełniamy błędów. A popełniane błędy niosą konsekwencje, które czasami są bardzo ciężkie. Dlatego warto myśleć, zastanawiać się i wiedzieć. Wiadomo też, że nasze wzajemne relacje są emocjonalne i uczuciowe, że poza dniem codziennym, kiedy trzeba ze sobą współpracować, dbać o firmę, to mamy jeszcze emocje. Nad nimi panujemy, stąd często takie, a nie inne decyzje. Po jakimś czasie, kiedy zaczynamy się nad czymś zastanawiać, często osądzamy siebie, że być może coś złego albo nie tak jak trzeba zrobiliśmy. Wtedy warto wiedzieć, że nie wszystko od nas zależy i jest bardzo wiele czynników decydujących o powodzeniu czy nie jakiejś relacji, związku.

Przygotowując się do wywiadu z Tobą znalazłam w Internecie wywiad z Piotrem Najsztubem, w którym mówił, że aby zdobyć kobietę, trzeba jej stworzyć bezpieczną przestrzeń, dać się jej wypowiedzieć, słuchać i nie oceniać. Jaki jest sekret Twojego sukcesu w zdobywaniu kobiet, bo trochę ich w Twoim życiu było?
- Ja mam inną teorię, bo uważam, że to nie my zdobywamy kobiety, tylko one decydują się, że chcą być z nami. Wszystkie metody są fajne, ale jeśli ich ktoś nie potrafi wykorzystać, to koniec. Dlatego może takie osoby mają trudniejszą drogę do poznania drugiej osoby. Wydaje mi się, że w każdym jest tyle naturalnego zachowania, że nie da się tak na dobrą sprawę... Choć oczywiście, jeśli ktoś w tym pierwszym momencie bardzo się stara i udaje, że słucha, ale potem okazuje się, że tak naprawdę nie słuchał, tylko udawał, to taka relacja nie uda się. Chyba że chodzi o poderwanie dziewczyny, podrywie na jedną przygodę, a nie o klasyczne szukanie miłości. Wtedy się tworzy taką atmosferę, by obu stronom było miło, ale nie jest to bazą do budowania trwałego związku.

Lubisz mówić o kobietach?
- Kobiety mówią często o swoich relacjach, związkach, opisują, co mnie szokuje, intymne szczegóły. Faceci między sobą tego nie robią. Facet nigdy nie będzie o takich szczegółach opowiadał, bo to jest jego, dla niego. To tajemnica, o której nie będzie opowiadał, nie opowie czy mu jest dobrze tam czy gdzieś indziej. My faceci mamy męskie wieczory, tak jak od lat kobiety mają tzw. babskie wieczory. I to już nie jest związane z tym, bo ten mit chyba już prysł, że to jest spotkanie facetów, którzy łażą po lokalach czy dyskotekach. Spotykając się w męskim gronie, co często widać na przyjęciach, gdzie tworzą oddzielne grupy mężczyźni i kobiety. I wśród kobiet jest wtedy rozmowa o dzieciach i torebkach, a wśród mężczyzn bardziej praktyczna, np. o polityce, biznesie, samochodach itd. Upraszczam. Ale zahaczamy o takie sprawy i muszę powiedzieć, że w kwestiach trudnych życiowo mam paru kolegów, z którymi byliśmy dla siebie psychologami. Próbowaliśmy wygadać się między sobą, opowiedzieć o trudnych doświadczeniach i wspierać się. Nawzajem poopowiadaliśmy sobie, jak się zachować albo jak dać sobie w danej sprawie radę. Być może znam takich mężczyzn, którzy są akurat bardziej wrażliwi, bo pewnie jest taka grupa, która tego nie potrzebuje. Dla takich mężczyzn jest to czarna magia.

W teledyskach De Mono zagrało wiele pięknych kobiet, np. Agnieszka Maciąg, Karolina Nowakowska, Anna Dereszowska. Kto decydował o tym, że dana znana kobieta pojawiała się w Waszych teledyskach?
- To się zaczęło od Agnieszki Maciąg. To była historia tocząca się wraz z naszymi koncertami, jakie robiliśmy z Modą Polską. Jeden z moich kolegów pracujących wówczas ze mną, był wtedy mężem Agnieszki Maciąg. Kolegowałem się z nim i pracowałem. Wpadliśmy na pomysł zaproszenia dziewczyn z Mody Polskiej do teledysku, który był realizowany przez telewizję polską. Napisałem wtedy piosenkę pt. „Światła i kamery”. To była piosenka o modelkach i ich świecie, który jest trochę na pokaz, w którym to, co widać na obrazku, nie zawsze jest prawdą. To był czas, kiedy George Michael nagrał teledysk z modelkami. One wtedy po raz pierwszy rozpoczęły kariery gwiazd, ludzi sławnych na równi ze sportowcami czy najlepszymi aktorami. Pomyśleliśmy sobie, że to fajny pomysł. I po pierwszym teledysku do kolejnego zaprosiliśmy Agnieszkę Maciąg. Okazało się, że taka współpraca jest na tyle fajna, że mamy dodatkowo ładniejszą twarz naszego zespołu. To był taki pomysł na to, żeby budować jeszcze jedną historię promocyjną. Agnieszka została na długi czas z nami - do momentu, kiedy zaczęła robić swoją karierę. Po ślubie z Wolańskim, już nie jako modelka, stała się osobą publiczną. To też wiązało się z tym, że urodziła dziecko. My postanowiliśmy, że nasz pomysł będziemy kontynuować i zapraszać piękne kobiety, które będą naszymi gośćmi. W teledyskach bardzo często taka osoba przedstawiała jakąś historię - prostą bardziej lub mniej, z większą lub mniejszą dramaturgią. A ponieważ piosenki bywają najczęściej o miłości, więc kobieta w teledysku zawsze dobrze się komponowała, grała rolę odpowiednią do tekstu piosenki.

Kiedy wyszukiwałam w Internecie hasło „De Mono kobiety”, pojawiały się teksty z tytułami „De Mono promuje laski” albo „Zespół ma oko do kobiet”. Czy czuliście, że przez lansowanie pięknych kobiet wyznaczacie trendy urodowe?

- To świadczy o tym, jak świat jest płasko i płytko postrzegany. Bo przecież czymś naturalnym jest, że są w produkcjach filmowych kobiety i nie oznacza to, że reżyser ma oko do kobiet. To kwestia roli, którą się gra. Nie chodziło nam o to, żeby popisywać się, że znamy tę czy inną osobę. To były mikrozadania aktorskie, część historii teledysku. Nie było klucza doboru tych kobiet. To były znajome. Oczywiście, zdarzało się, że realizator czy reżyser proponował nam jakąś osobę, z którą mu się dobrze pracowało i wydawało się, że się sprawdzi.

Wiem, że aktorzy, często zawodowi, pojawiali się w teledyskach, ale przeważnie robili to dla towarzystwa i non profit.

- Jest wiele takich teledysków, w których to rola aktora niosła je, była ważniejsza czasami od samej piosenki. Wydaje mi się więc, że jest to zawsze jakiś dodatkowy element, wartość, którą wykorzystuje się po to, by wzmóc zainteresowanie filmem czy teledyskiem. A teledysk temu służy, prócz tego, że jest metodą przekazu informacji czy, być może, czasami nawet przewrotnego interpretowania tekstu. Bo piosenka może wydawać się z pozoru płytką i oczywistą historią miłosną, która przy pokazaniu jej w innym świetle, przewrotnie, może zyskać dodatkową wartość. To są takie artystyczne działania.

Sama jestem autorką książki pt.: „Ona w jego oczach. Znani mężczyźni o kobietach”. Pytałam w niej znanych mężczyzn o kobiety ich życia. Padały różne odpowiedzi, w których tą kobietą nie zawsze była matka, tylko np. żona, kochanka, córka. A kim jest Twoja kobieta życia?

- Jak będę kończył już swoje życie, to wtedy odpowiem, kim była moja kobieta życia. Bo uważam, że cały czas jeszcze wszystko przede mną. Sytuacja jest, jak to się mówi, dynamiczna. Nie mogę tego teraz ocenić. Mogę oczywiście podsumować, jak to do tej pory moje życie przebiegało, że było pełne niespodzianek i zwrotów akcji. Taki smuty i wesoły film. Uważam, że te smutne momenty też są nam potrzebne, bo nas wzmacniają i uczą, jakich błędów nie robić.

Zgadzam się. Jasne, że są potrzebne. Jakich kobiet nie lubisz?
- Nie lubię kobiet wulgarnych. Nie podoba mi się, jak palą papierosy, choć sam kiedyś paliłem. To dziś by mi przeszkadzało. Bardzo nie lubię takich kobiet, które potrafią i chętnie strzelają fochy. Nie są konkretne, tylko działają na zasadzie, że coś się nie podoba i koniec - foch. Ale nie mogę generalizować, bo to kwestia dopasowania się osób. Niektórzy mówią, że fajnie jest, gdy ludzie robią to samo, mają wspólne zainteresowania, a inni, że to niedobrze, że lepiej, gdy każdy ma swój świat. Jest dużo na ten temat teorii i różnie się one sprawdzają. Są tacy, którzy mają potrzebę bycia ze sobą i trzymania się cały czas za rękę, a niektórzy potrzebują trochę więcej swobody, wolności i przestrzeni. Dlatego myślę, że rzeczą chyba najtrudniejszą jest spotkać tę właściwą osobę, bo tak naprawdę nie ma ku temu wiele okazji. Według badań jednym z najczęstszych powodów, dla jakich związek powstaje, jest to, że ludzie ze sobą pracują, że pary łączą się w pracy. Być może to też kwestia zainteresowania, tego, że są w jednym miejscu i dzięki temu więcej czasu ze sobą spędzają. Ale z drugiej strony ta grupa też jest w jakiś sposób ograniczona. Czy dzięki temu jest im łatwiej? Nie wiadomo. Rozumiem, że dziś często wykorzystuje się Internet, aby kogoś poznać, spotkać się „na raz”, łatwiej jest wtedy zagrać kogoś, kim się nie jest. Ja nigdy tego nie robiłem. Gdy obserwuję obecnych trzydziestolatków, to widzę, że bardzo często korzystają z takiej możliwości.

Skończyłeś ASP w Warszawie. Masz też epizod z własną firmą produkującą meble. Skąd zatem pomysł zajmowania się muzyką?

- Muzyka była wcześniej. Muzyką zajmowałem się od dzieciństwa, zaczynałem od nagrywania z radia różnych piosenek i tworzenia ich kompilacji. Potem trafiłem do zespołu dziecięcego „Gawęda”, z którym jeździłem po całym świecie i występowałem na scenie. To był mój pierwszy kontakt ze sceną i chłopakami, z którymi zacząłem zakładać pierwsze zespoły amatorskie. Kiedy zacząłem studiować w Akademii Sztuk Pięknych, większość czasu musiałem poświęcić na sztuki plastyczne i projektowanie (byłem na wzornictwie przemysłowym). Ale cały czas miałem kontakt z muzyką przez próby w różnych zespołach. W tym czasie moi koledzy, którzy ze mną grali, rozpoczęli karierę w Oddziale Zamkniętym. W wolnych chwilach, wieczorami, chodziliśmy razem grać po różnych klubach studenckich. Robienie czegoś nowego zawsze było dla mnie ważne. Lubiłem robić coś nowego, dlatego nigdy nie grałem coverów ani nie odtwarzałem niczyich utworów, tylko pisałem swoje piosenki. I zawsze w życiu interesowało mnie to, aby kreować, robić rzeczy nowe, świeże. Mieć nowe pomysły. Po pierwszych naszych próbach zaczęło nam dobrze iść. I zaczęliśmy zapraszać do zespołu kolejnych, nowych muzyków. I tym sposobem doszli do nas: Krzywy, Chojnacki, Jacek Perkowski i inni. W takim składzie dobrze poczuliśmy się na scenie i w studiu, więc zaczęliśmy nagrywać piosenki. Jedna z nich trafiła do trójkowej listy przebojów Marka Niedźwieckiego i utrzymywała się przez rok na pierwszych miejscach. Dzięki tej jednej piosence zaczęły się koncerty i wyjazdy. Nigdy nie myślałem, aby robić to, co robiłem z muzyką dla pieniędzy, ale okazało się, że z tego da się żyć. Pozamykałem swoją działalność. Pierwszej żonie przekazałem firmy, które później prowadziła sama. I oddałem się do końca muzyce. Najpierw był Zic Zac, Machina, potem BMG – jeden z największych koncernów medialnych i wytwórnia fonograficzna na świecie, którą prowadziłem w Polsce przez 5 lat. To taka historią związana z muzyką. Z resztą wiele dziedzin sztuki przeplata się ze sobą, np. malarstwo, muzyka, projektowanie, grafika, fotografia, literatura i poezja. To są dziedziny bliskie sobie. Często używa się z nich określeń, opisując działania w zupełnie innej sferze. Takie życie artystyczne jest ciekawe, pozwalające na kontakt z publicznością. Muszę powiedzieć, że uważam się za osobę raczej nieśmiałą, ale scena sprawiła, że jest mi łatwiej nawiązać kontakty. Kiedy jest okazja gdzieś się pojawić, to wiadomo już dużo o mnie, więc nie muszę udawać i grać kogoś, przedstawiać się, możemy od razu rozmawiać.

Jesteś autorem wielu hitów napisanych m.in. dla Justyny Steczkowskiej czy Patrycji Markowskiej. Czy w tych utworach można znaleźć Ciebie? Czy pisząc tekst dla innych, zawierasz w nim swoje uczucia, emocje i przemyślenia? Czy może ktoś z góry określa, o czym ma być piosenka?
- Akurat w przypadku wymienionych dziewczyn, a po drodze była jeszcze Doda, to one same pisały teksty. Ale mam kilka utworów, do których ja pisałem tekst. Starałem się je pisać z pozycji osoby, które to potem śpiewała. Wyobrażałem sobie, jak dziewczyna może postąpić czy myśleć. Ale to nie były nigdy bardzo głębokie historie, tylko np. o tym, że młoda dziewczyna chce być niezależna i że jej chłopak nie będzie jej mówił, co ona ma robić. To takie naturalne. I w takim obszarze się poruszałem. Są pewne kalki, które akurat w piosenkach są charakterystyczne i przeważnie, kiedy były interpretowane, to dziewczyny się z nimi utożsamiały. Napisałem tekst dla Natalii Szroeder, który całkiem niedawno usłyszałem w piosence pt. „Nie jestem Jane”. Chodziło w nim o to, że dziewczyna nie jest z komiksu, czyli nie jest lalą i nie można jej mówić, co ma robić. To taka zbuntowana dziewczyna. Wydawało mi się, że to ma sens. Okazało się, że piosenka chwyciła, jest grana, i myślę, że w dużej mierze właśnie ze względu na jej słowa. Dużo łatwiej jest mi pisać z pozycji mężczyzny. Ale ciekawym było, że kiedy nagrywaliśmy płytę z wszystkimi moimi przebojami, to piosenka „Znów jesteś ze mną” śpiewana przez kobietę, z pozycji kobiety, zaczęła mieć inną stronę tej samej historii. Myślę, że jeśli chodzi o relacje, o których piszę, to są one uniwersalne i dlatego nie mam problemu z napisaniem tekstu dla kobiety.

Wiele osób twierdzi, że bycie na świeczniku wykoślawia, że wśród artystów często jest trudno o prawdziwe i bezinteresowne przyjaźnie. Czy masz wśród artystów prawdziwego przyjaciela?
- Nie zgodzę się z tym. Wydaje mi się, że przez to, że ciągle jesteśmy w drodze, mamy mało czasu i jesteśmy zdani na stały skład, jaki się wokół nas obraca (realizatorów, producentów itd.). Tworzymy małe enklawy. Czasu jest zbyt mało, aby budować jeszcze inne relacje. Myślę, że w pewnym wieku jesteśmy tych relacji chłonni i gdzie nie pójdziemy, tam chcielibyśmy je nawiązywać. Ale potem, z biegiem czasu, okazuje się, że tak się nie da i że cenniejsze są bliskie relacje z jedną, dwiema osobami. Chęć, żeby być wszędzie, jest nie do zrealizowania, bo zawsze będzie brakowało czasu.

Rozmawiała: Ilona Adamska
Oceń ten artykuł:  1 pkt 2 pkt 3 pkt 4 pkt 5 pkt    Aktualna ocena: 0,00
 
Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł
E-mail adresata
 
 
Marek Kościkiewicz: To nie my zdobywamy kobiety
- To nie my zdobywamy kobiety, tylko one decydują się, że chcą być z nami. Wszystkie metody są fajne, ale jeśli ich ktoś nie potrafi wykorzystać, to koniec – Marek Kościkiewicz, lider i gitarzysta grupy De Mono, opowiada „Imperium Kobiet” o tym, jak zdobyć kobietę i czy da się ją zrozumieć.
Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 
Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
Autor
 

Wasze Komentarze

Jeszcze nie skomentowano powyższego artykułu.

Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.

Konkursy

Wywiady z gwiazdami

Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera

 
zapisz wypisz

Nasza Ankieta

Najprzystojnieszy polski aktor to?

zagłosuj
Moda   Trendy   Projektanci   Modna w ciąży   Ciekawostki   Porady stylisty   Zdrowie i Uroda   Zdrowie   Uroda   Make-up   Rozmaitości   Kącik kulinarny   Z życia wzięte   Wielki świat   Motoryzacja   Nasze dzieci   Porady   Nasz ślub   Kultura   Muzyka   Kino   Teatr   Książka   Sztuka   Konkursy   Konkurs SMS-owy   Konkurs książkowy   Konkurs muzyczny   Wywiady z gwiazdami   Kominek    
Copyright © 2017 Planeta Kobiet. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie L77 - Strony internetowe Strony internetowe