Sobota, 22 czerwca 2024r. Pauliny, Sabiny, Tomasza
 Szukaj
FACEBOOK RSS EMAIL Strona główna
Planeta Kobiet

Felieton Jolanty Fajkowskiej o pięknie

Kocham swoich rozmówców. To moja metoda na dobry wywiad. Interesuje człowiek, jego praca, jego sukcesy i porażki. Wydobycie takich wyznań możliwe jest tylko wtedy, gdy czuje się wzajemną życzliwość i zaciekawienie. Czy w agresywnym talk show gospodarz interesuje się gościem? Śmiem wątpić…
Anthony Hopkins fascynuje. Jest mistrzem aktorstwa i mistrzem kreacji. Intrygujący, hipnotyczny, przerażający, ale też serdeczny i ujmujący. Taki bywa w filmach, taki bywa tez w czasie rozmów z dziennikarzami. Wywiad z nim nagrywałam w Paryżu po premierze Hannibala. Pokój urządzono we florenckim stylu, bo we Florencji rzecz się w filmie działa, na jednej ze ścian był nawet namalowany widok na to włoskie miasto. Wywiad był bardzo krótki, ale ważny dla mnie. Tańczyłam z Anthonym Hopkinsem! Na zakończenie rozmowy poprosiłam Hopkinsa o fotkę z nim, w tle grała muzyczka… Anthony porwał mnie do tańca…Specjalnie dla niego włożyłam czerwony szal, bo czułam, że może się mu spodobać. Brzmi jak bajka? Prawdziwa.

Bogowie śpiewają! Mam na to dowody.

Oto On: Placido Domingo, śpiewak operowy, dyrygent, reżyser. Jego recital uświetniał 1000-lecie Wrocławia. Możliwość rozmowy z wielkim Placido zmobilizowała mnie do przesłuchania płyt z ariami w jego wykonaniu. W Internecie znalazłam mnóstwo ciekawostek z życia śpiewaka, plotek, wspomnień współpracowników. Wynikało z nich, że jest niezwykle barwną postacią o bogatej przeszłości, a jednocześnie bardzo lubianym człowiekiem. Pośród informacji nieważnych lub niesprawdzonych było wiele zaskakujących lub zadziwiających. Jak choćby ta o specjalnych modlitwach przed koncertami. Dotarłam do nowojorskich gazet, które na swoich miejskich stronach opisały poszukiwania modlitewnika, jaki Domingo przypadkowo zostawił w taksówce wiozącej go na koncert. Pytanie o ten modlitewnik bardzo zaskoczyło mego rozmówcę. Odpowiedź zaś była zaskakująca dla mnie: przed koncertami artysta modli się do świętej Cecylii, patronki muzyki, i do świętego Błażeja, opiekuna gardła.

Jak rozmawiać z duchowym przywódcą Tybetańczyków? Czy obowiązuje jakaś etykieta związana z obecnością dalajlamy? A może są pytania, których się nie zadaje?

Takie myśli krążyły mi po głowie, gdy wiedziałam już, że spotkam się z Dalajlamą XIV.

Ujęła mnie Jego bezpośredniość i uśmiech. Miałam wrażenie, że cieszy się, że ze mną rozmawia. Czułam ciepło, jakie z Niego emanowało. I wiedziałam już, że każde pytanie będzie dobre, że nie muszę się niczego obawiać. Siedzieliśmy w ogrodach budynków rządowych, świeciło słońce, śpiewały ptaki. Klimat do porozumienia znakomity. Jak zawsze organizatorzy reglamentują minuty dla dziennikarzy, chcąc w jak najkrótszym czasie zapewnić jak najwięcej wywiadów. Martwiłam się, czy przeznaczone dla mnie 10 minut, wystarczy, by spytać go np. o spotkania z Janem Pawłem II. Tym bardziej, że angielski, w jakim rozmawialiśmy, nie jest przecież ojczystym językiem żadnego z nas. A tymczasem Dalajlama sam zażądał więcej czasu, choć się śpieszył na następne spotkanie.

Stinga, a właściwie jego piosenki, znam od dziecka. Dlatego, gdy mogłam wyjechać do Włoch na osobiste z nim spotkanie, umarłam z radości. Na dodatek szykował się specjalny, bo urodzinowy koncert u mego idola w jego toskańskim domu. To był wyjątkowy wieczór, międzynarodowe towarzystwo, rozgwieżdżone niebo i gwiazda na żywo witająca osobiście każdego gościa. Koncert z największymi przebojami, niejako bryk dla początkujących stingologów. To było 10. września 2001, dzień przed. Replika tego koncertu następnego dnia miała już inny charakter.

Pierwsza rozmowa ze Stingiem odbyła się w miesiąc po tym koncercie, po wydarzeniach nowojorskich. Nic więc dziwnego, że od tego zaczęłam wywiad. A drugie spotkanie miało miejsce na tydzień przed koncertem na warszawskich Wyścigach. Piosenkarz nie ukrywał swego zdenerwowania przed występem w Polsce, choć przecież był u nas parokrotnie. Świadomość rozwijającej się dynamicznie nauki zwanej stingologią trochę go onieśmielała.

Wszystko wiruje, pęd jest coraz silniejszy. W wirówce nonsensu /to z Janusza Głowackiego/ trzeba odcedzić szlam, brud, tandetę, głupotę. Zostaną najlepsi, najważniejsi, najoryginalniejsi.


Jolanta Fajkowska
Źródło: www.ikmag.pl
fot. Agencja eRBe
Oceń ten artykuł:  1 pkt 2 pkt 3 pkt 4 pkt 5 pkt    Aktualna ocena: 0,00
 
Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł
E-mail adresata
 
 
Felieton Jolanty Fajkowskiej o pięknie
Kocham swoich rozmówców. To moja metoda na dobry wywiad. Interesuje człowiek, jego praca, jego sukcesy i porażki. Wydobycie takich wyznań możliwe jest tylko wtedy, gdy czuje się wzajemną życzliwość i zaciekawienie. Czy w agresywnym talk show gospodarz interesuje się gościem? Śmiem wątpić…
Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 
Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
Autor
 

Wasze Komentarze

Jeszcze nie skomentowano powyższego artykułu.

Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.

Konkursy

Wywiady z gwiazdami

Nasza Ankieta

Najprzystojnieszy polski aktor to?

zagłosuj
Moda   Trendy   Projektanci   Modna w ciąży   Ciekawostki   Porady stylisty   Zdrowie i Uroda   Zdrowie   Uroda   Make-up   Rozmaitości   Kącik kulinarny   Z życia wzięte   Wielki świat   Motoryzacja   Nasze dzieci   Porady   Nasz ślub   Kultura   Muzyka   Kino   Teatr   Książka   Sztuka   Konkursy   Konkurs SMS-owy   Konkurs książkowy   Konkurs muzyczny   Wywiady z gwiazdami   Kominek    
Copyright © 2024 Planeta Kobiet. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie L77 - Strony internetowe Strony internetowe